SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Janusz Szewczak, "Rządy okazały się zbyt słabe w obliczu kryzysu i skali spekulacji"

Janusz Szewczak, "Rządy okazały się zbyt słabe w obliczu kryzysu i skali spekulacji"

Email Drukuj PDF

Oszołomiony świat bezradnie patrzył w 2008r. jak kolejne potężne amerykańskie banki upadały jak domki z kart. Wielkie instytucje finansowe w tym zwłaszcza banki, fundusze inwestycyjne, hedingowe, agencje ratingowe, robiły rzeczy niezgodne nie tylko z elementarną przyzwoitością, ale nawet ze zdrowym rozsądkiem. Dziś coraz więcej osób ma zasadnicze wątpliwości, czy mamy jeszcze do czynienia z gospodarką rynkową, czy już z powszechnym kasynem, w którym na dodatek krupierzy nie przestrzegają żadnych reguł. Tego kryzysu absolutnie można było uniknąć. Zwykłym kłamstwem jest uporczywie powtarzana teza, że kryzysu nikt nie mógł przewidzieć. Fakt, że do niego doszło nie jest ani dopustem bożym, ani błędem modeli komputerowych, winni są ludzie – elity finansowe i bankierzy. Poczynając od MFW, B.Św., FED, firm ratingowych, SEC, winni są regulatorzy i nadzory finansowe, a głównie zwierzęce wręcz instynkty tzw. banksterów. Chciwość, niekompetencja, poczucie bezkarności bonusy i premie idące w dziesiątki i setki mln USD, lobbing idący w mld USD. Ignorowano wszelkie symptomy ostrzegawcze tłumiono, cenzurowano naukę i co uczciwsze analizy ostrzegające przed kryzysem i skalą spekulacji. Wg Francisa Fukuyamy – zdrowy rozsądek był werbalnie miażdżony przez naukowy autorytet ekonomii i magię hermetycznego języka ekonomistów. Problem wg F. Fukuyamy polega na tym, że ekonomiści kształtujący doktrynę i dominujący w publicznej debacie maja interesy związane z wizjami, które głoszą. To im utrudnia dostosowanie poglądów do rzeczywistości. Elegancko powiedziane, tak naprawdę chodzi o kłamstwa, oszustwa, propagandę medialną, indoktrynacje, układy , spekulacje, chęć osiągnięcia zysków za wszelką cenę, brak elementarnej przyzwoitości, skrajne ryzykanctwo, bezkarność, pychę, korupcję, eliminację krytyki, negatywny dobór do elity świata finansów zwłaszcza gdy idzie o pewne cechy osobowe. Wiele oczywistych dla świata finansów i ekonomii, prawd zasad i procedur, uważanych za niepodważalne, runęło na naszych oczach. Nowy porządek dopiero się rodzi - ten okres przejściowy jest więc szczególnie niebezpieczny. Nie wszyscy to zrozumieli, mimo nauczki 2008r. dalej siejemy ziarna kolejnego kryzysu, kolejnych baniek spekulacyjnych. Rosnąć więc mogą niestabilność społeczna i polityczna. Świat może stanąć w obliczu wojen, głodu i kolejnych bankructw. W czasach kryzysu państwo i podatnicy są ostatnią deską ratunku. Mówi to przecież dziś, nie kto inny tylko przedstawiciel polskiego turbo- kapitalizmu, popularnie nazywanych w Polsce w początku lat 90-tych aferałami - gdański liberał J.K.Bielecki. Dziś już wielu zauważa , że siły rynkowe same sobie nie poradzą, że w obliczu trwogi i spirali upadłości musza wkraczać rządy , banki centralne , nadzory, regulatorzy. Czyżbyśmy tryumfalnie niczym synowie marnotrawni wracali do J.M. Keynesa. Największy oszust wszechczasów twórca piramidy finansowej B. Madoff, który ukradł 65 mld USD twierdzi, że nie zrobił tego sam. Twierdzi, że wielkie banki J.P.Morgan chase, HSBC, UBS, G.S – wiedziały o przekrętach lub domyślały się tego. Sam Goldman Sachs w 2008r. w dobie kryzysu zataił blisko 5 mld USD swoich strat.

Rządy okazały się zbyt słabe w obliczu kryzysu i spekulacji, niektórzy to sobie jednak uświadomili i postanowili działać

Zarówno Niemcy, USA, jak i KE rozpoczęły prawdziwą krucjatę przeciwko wynaturzeniom, których w ostatnim czasie dopuszczały się banki, a w tym zwłaszcza kapitał spekulacyjny. Podejmują one coraz bardziej skorelowane i coraz poważniejsze restrykcje obejmujące swym zasięgiem zarówno działania sektora bankowego jak i wobec innych uczestników rynku kapitałowego i finansowego. Ograniczenia te mają dotyczyć szeregu działań i mechanizmów stosowanych zarówno przez banki, fundusze hedgingowe, agencje ratingowe, ubezpieczenia instrumentów dłużnych (CDS-y), nagą krótką sprzedaż, przeprowadzone mają też być nowe stress testy europejskich banków. A przede wszystkim stopniowo wprowadza się podatek bankowy i antykryzysowy oraz podatek od transakcji firmowych. Podatek taki istnieje już w 7 krajach unijnych, wdrażany jest w kolejnych krajach. 

Ciągle trwający kryzys spowodował, że przebrała się miarka. Nie tylko państwa europejskie uświadomiły sobie, że dziś działania „spekulacyjnych stad wilków”, w tym niestety dużych inwestycyjnych banków i funduszy hedgingowych, mogą zagrozić nie tylko próbom wyjścia z kryzysu, stabilności finansów publicznych państw UE, ale nawet istnieniu samych rynków i poszczególnych państw, wspólnej walucie euro, a nawet samej idei Unii europejskiej. KE chcąc nie chcąc podąża więc śladem wyznaczanym głównie przez Prezydenta Baracka Obamę i Kanclerz Angelę Merkel. Większość tych rozwiązań będzie wcześniej czy później musiałaby być zaakceptowana przez pozostałe kraje UE i G-20. Nawet sceptyczna i będąca pod silną presją Londyńskiego City Wielka Brytania zaczyna oswajać się z tą perspektywą, Polska pozostaje w tej sprawie biernym obserwatorem. Minister Finansów J.V. Rostowski zapowiada dopiero wprowadzenie podatku bankowego, choć na razie chyba sam nie wie jak ma on wyglądać, czy będzie płacony od hurtowych źródeł finansowania, pasywów, aktywów, kapitału czy depozytów? Banki mogą stracić w tym roku nawet jedną czwartą swoich zysków z powodu nowych podatków wprowadzonych przez część państw Unii Europejskiej – wynika z raportu przygotowanego przez Komitet Ekonomiczny i Finansowy UE (KEiF). Jego wnioski upublicznił wczoraj brytyjski dziennik „Financial Times” i może to dotyczyć banków będących właścicielami banków obecnych w Polsce. 

Dziś gra idzie nie tyle o ograniczenie wilczych apetytów kapitału spekulacyjnego, co o samo istnienie strefy euro i uchronienie reszty państw europejskich przed bankructwem. Zdaniem Papieża Benedykta XVII „rządzący niedostatecznie reagują na kryzys ekonomiczny i praktyki spekulacyjne zwłaszcza wobec krajów słabszych, kwitnie konsumpcjonizm, marnotrawstwo, ubóstwo i nierówności. Rządzący zaś nie reagują na to wszystko przy pomocy odpowiednich decyzji o zarządzaniu finansowym.” To najpoważniejsze ostrzeżenie od lat ze strony kościoła. Biały Dom coraz bardziej stanowczo zaostrza kontrolę nad rynkami finansowymi. Prezydent Barack Obama zapewnia opinię publiczną, że „Amerykanie już nigdy nie będą musieli płacić za błędy instytucji z Wall Street, które byłyby zbyt duże by upaść” oraz że bankowcy nie będą już mogli z taką łatwością i lekkomyślnością grać pieniędzmi innych ludzi. Amerykański Senat zgodził się na największą reformę rynku finansowego od 80 lat. Ustawa reformująca zakłada wprowadzenie nowych sposobów oceny ryzyka finansowego oraz możliwość likwidowania banków i firm. Powstać ma Rada Nadzoru Ryzyka Finansowego monitorująca rynki, wykrywająca bańki spekulacyjne oraz Agencja Ochrony Interesów Klientów Instytucji Finansowych. Firmy i banki mogą być administracyjnie ograniczane zarówno co do wielkości kapitału jak i lewarowania, płynności i skali ryzyka. Ograniczenia mogą dotyczyć też handlu instrumentami pochodnymi. Zasada Volckera wprowadza również zakaz łączenia przez banki komercyjne zwykłej działalności z działalnością inwestycyjną. Administracja amerykańska będzie mogła przejmować bankrutów, likwidować banki, odwoływać zarządy, ograniczać premie i bonusy. I choć reformy idą oporami to kierunek jest jednoznaczny. 

Bruksela, Berlin i Paryż nie pozostają w tej materii w tyle. Wprowadzając zakaz krótkiej sprzedaży ( Naked short selling ) przymierzają się również do wprowadzenia zakazu obrotu nagimi CDS-ami – czyli instrumentami finansowymi mającymi zabezpieczać przed niewypłacalnością dłużnika, tj. poszczególnych krajów. CDS-y początkowo obrazować miały obawy inwestorów dotyczące kondycji finansowej emitenta długu, a stały się prawdziwym kasynem strachu i chciwości. W przypadku nagich CDS-ów inwestor obracający nimi nie tylko nie jest ich właścicielem, ale skrajnie wręcz eskaluje spekulacje i w konsekwencji sam kryzys. Przekonało się już o tym wiele krajów z Grecją i Irlandią na czele. UE przygotowuje przepisy, które wprowadzą coś na kształt licencji dla wielkich agencji ratingowych, głównie amerykańskich, zamierza również powołać własną agencję ratingową, a być może własny europejski Fundusz Walutowy. Na razie europejski Fundusz Stabilizacyjny kosztował UE 500 mld euro, ale to nie koniec. Niemcy jednoznacznie uznały, że tzw. naga krótka sprzedaż (NSS) stanowi bardzo duże zagrożenie dla rynków finansowych, bo jest wyłącznie instrumentem spekulacyjnym, wyniszczającym rynki. Zakazały więc całkowicie nagiej krótkiej sprzedaży na wszystkich swoich akcjach, euro-obligacjach i obligacjach rządowych. Podobną drogą już podążają Francja, Austria i tylko Polska podąża dziś całkowicie odwrotną drogą. Blisko 180 organizacji pozarządowych i związków zawodowych z całego świata zaapelowało w liście do Premiera Wielkiej Brytanii D. Camerona i Grupy G-20 o nałożenie podatku od transakcji finansowych. Inicjatywa nosi nazwę Robin Hood Tax campaign – chcą tzw. podatku Tobina. Piłkarz Eric Cantona proponuje ruch Bankrun 2010. Jednoczesnego wycofania pieniędzy z banków. Ukuto nowy termin porównujący bankierów z gangsterami – bankster, mnożą się kolejne inicjatywy spacyfikowania bankowych bonusów i premii. 

UE proponuje też wprowadzenie nowego podatku od banków. Wpływy z tego podatku zasiliłyby Narodowe Fundusze Zabezpieczające chroniące przed kolejnymi bankructwami banków. Chodzi głównie o to, aby bankructwo jednego dużego banku nie pociągało za sobą bankructwa całego krajowego systemu bankowego czy unijnego. Środki z Narodowych Funduszy Zabezpieczających mogłyby również służyć wykupowi toksycznych aktywów lub udzielaniu gwarancji, poprawianiu płynności i naprawie aktywów. Tego typu fundusze w UE miałyby dysponować nawet kwotą 600 mld euro. Brytyjski podatek bankowy na 2011 r. ma przynieść 2,5 mld funtów. Opodatkowana ma być suma bilansowa banków z wyłączeniem kapitałów własnych i ubezpieczonych depozytów – stawka 0,035, a w przypadku krótkoterminowych zobowiązań 2-krotnie wyższa. W Niemczech i we Francji banki zapłacą 0,05% posiadanych aktywów. 

Europejskie banki sporo już kosztowały poszczególne rządy, Unię i Europejski Bank Centralny w I-fazie kryzysu. Średnio z krajowych budżetów wydano na ten cel aż 13% całego PKB Unii europejskiej. Realnie wydano na pomoc europejskim bankom ok. 1 bln euro, z czego 503 mld euro na dokapitalizowanie. Plany wsparcia dotyczyły 20 państw, najwięcej wydano na ten cel w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, Niemczech. Niemiecki Narodowy Fundusz Zabezpieczający miałby osiągnąć docelowo kwotę 1 mld euro. UE przewiduje również, że w najbliższej przyszłości premie europejskich bankierów nie powinny przekraczać 50% ich wynagrodzenia będą opodatkowane. Potrzeby pożyczkowe i płynnościowe banków europejskich będą w latach 2011-2012 olbrzymie – mogą sięgać 250-300 mld euro. Irlandię i Islandię tak naprawdę przewróciły banki, złe praktyki banków irlandzkich kosztowały ten kraj już ok. 50 mld euro i to jeszcze nie koniec. Również hiszpańskie banki nie są w tak komfortowej sytuacji jak to się oficjalnie przedstawia, mogą potrzebować jeszcze w 2011 r. ok. 85 mld euro. Ratunek dl brytyjskiego Royal Bank of Scotland kosztował brytyjskich podatników 41 mld funtów.  

Europejskie banki czeka jeszcze II-ga faza kryzysu. W 2009 r. banki w europie musiały pogodzić się ze stratą ok. 250 mld euro, w latach 2011-2012 straty kredytowe mogą sięgnąć kolejne 200 mld euro /dane wg raportu EBC/. Europejskie banki na gigantyczną skalę zaangażowały się w zakup obligacji Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii na kwotę 2bln euro, tylko niemieckie i francuskie banki na kwotę 950 mld USD. I ta spłata jest coraz bardziej niepewna, tym bardziej, że europejskie banki do 2012 r. muszą spłacić połowę zaciągniętych w dobie kryzysu kredytów – to blisko 0,5 bln euro. Grupa G-20 jest coraz bliżej, aby założyć bankom kaganiec. Również Bazylejski Komitet Nadzoru Bankowego (Bazylea III) szykuje niekorzystne dla banków reformy. Dotyczyć to ma głównie kwestii płynności, zwiększenia obowiązkowych rezerw, zakazu obracania własnymi aktywami, ograniczenia lewarowania, handlu instrumentami pochodnymi. Dyscyplina finansowa i sprawne zarządzanie i możliwość kontrolowanego bankructwa to mają być wytyczne KE i strefy euro na najbliższe lata. Bruksela chce sprawdzać budżety państw, stan i perspektywy długu publicznego i surowo karać za naruszenie Paktu Stabilności Rozwoju, ma współgrać z całą serią obostrzeń antyspekulacyjnych i reformą systemu bankowego. Polski Minister Finansów liczy, że przygotowując się na przyszłe kryzysy (czyżby uświadomił sobie wreszcie, że również zieloną wyspę może dotknąć kryzys bankowy) wprowadzi podatek bankowy, który da mu zaledwie ok. 1 mld zł rocznie wpływów. Jednocześnie lekką ręką podjął pod koniec 2010 r. interwencję walutową na polskim złotym wydając na ten cel, jak twierdzą niektórzy analitycy, blisko 2 mld euro, czyli ok. 8 mld zł. To gigantyczne pieniądze po części wyrzucone w błoto tylko po to, by spowodować sztuczne obniżenie polskiego długu i uniknięcie przekroczenia progu ostrożnościowego 55% zadłużenia do polskiego PKB. To również dużo więcej niż potencjalne zyski i wpływy do budżetu z tytułu ew. podatku bankowego czy nawet podwyżki VAT (5-5,5 mld zł)

Wprowadzenie jednak tak istotnych ograniczeń i restrykcji na rynkach finansowych i bankowych nie pozostanie obojętne dla wzrostu gospodarczego Eurolandu, jak i również dla naszego krajowego rynku bankowego gdzie dominują prawie wyłącznie banki zagraniczne. Z pewnością cały szereg decyzji UE obejmie również i nasz kraj i być może wbrew polskiemu nadzorowi (KNF) także banki działające w Polsce. I będą to konsekwencje poważniejsze niż dywizjonalizacja (przenoszenie głównych decyzji i raportowanie zagranicę) w wykonaniu włoskiego Pekao SA czy polityka dywidendowa. Wprowadzenie nowych zaostrzonych regulacji bankowych przez europejskie nadzory KE i Bazyleę III, jak i rekomendacje KNF’u poważnie ograniczą akcję kredytową w Polsce. Praktycznie zastopują kredyty walutowe, zmuszą do poszukiwania znaczących środków na poprawę płynności, ograniczą ryzyka wprowadzą nowe zasady liczenia kapitałów podstawowych banków – Tier 1. Banki w Polsce będą miały bardzo poważne problemy ze znalezieniem długoterminowego finansowania na rynku europejskim, powinny również zaoferować klientom dłuższe niż 1 roczne lokaty i inne wskaźniki LTV. Ceny usług bankowych, jak i stopy procentowe z pewnością wzrosną w 2011r. co odbije się negatywnie na wzroście PKB i konsumpcji.

Mając prawie wyłącznie zagraniczne banki we własnym kraju, będziemy musieli również bez szemrania zaakceptować przygotowywaną już europejską dyrektywę antykryzysową dotyczącą sektora bankowego, pozwalającą na przesuwanie środków z peryferii UE do jej centrów i central bankowych. Nowe przewidywane w niej restrykcyjne miary płynności są zupełnie niedostosowane do polskich realiów. Wyższe zaś koszty pozyskiwania kapitałów przez banki podniosą jeszcze i tak bardzo już wysokie ceny usług bankowych w Polsce. Stwarzać to może zupełnie nowe perspektywy przed ostatnimi polskimi elementami systemu finansowego w Polsce jakim są SKOK-i, o ile pozwoli im się normalnie funkcjonować Niewątpliwie czeka nas jeszcze II-ga faza kryzysu finansowego i bankowego w Europie i jego nowa odsłona być może recesja, i bankructwa kolejnych krajów strefy euro. Uzasadnione zmiany i ograniczenia dla kapitału spekulacyjnego i rynków finansowych, będą miały bardzo poważne konsekwencje również dla Polski i będą nam w dużej mierze narzucone odgórnie. Tym bardziej może to być groźne, bo skala przekredytowania polskich gospodarstw domowych i polskich rodzin w ramach kredytów konsumpcyjnych i gotówkowych, a także zadłużenie w walutach zagranicznych (frank, euro) 500 tys. Polaków z tytułu kredytów mieszkaniowych to tykająca bomba z opóźnionym zapłonem. Czy podatek bankowy, a zwłaszcza podatek od transakcji finansowych skłoni banki do rozwagi i większej przyzwoitości, zobaczymy. Tym którzy nie doceniają roli i zagrożeń płynących dziś ze strony kapitału spekulacyjnego warto przypomnieć bajkę I. Krasickiego „Dobroczynność”:

Chwaliła owca wilka, że był dobroczynny;
Lis to słysząc spytał ją: "W czymże tak uczynny?"
"I bardzo - rzecze owca - niewiele on pragnie.
Moderat! Mógł mnie zajeść, zjadł mi tylko jagnię".

Janusz Szewczak - Główny Ekonomista SKOK



 


Start Janusz Szewczak, "Rządy okazały się zbyt słabe w obliczu kryzysu i skali spekulacji"