SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Pavel Dufek, Ondřej Krutílek, "Kryzys gospodarczy jako „stress test“ dla Unii Europejskiej"

Pavel Dufek, Ondřej Krutílek, "Kryzys gospodarczy jako „stress test“ dla Unii Europejskiej"

Email Drukuj PDF

Kryzys finansowy ostatnich trzech lat, wywołany krachem rynku hipotecznego w Stanach Zjednoczonych i następującą reakcją łańcuchową w postaci tzw. credit crunch, dotknął praktycznie wszystkie państwa świata, a jego konsekwencje odczuły zarówno poszczególne gospodarki narodowe, jak i gospodarka światowa jako całość. Jednocześnie, postawił on pod wielkim znakiem zapytania rolę ograniczonego terytorialnie państwa jako przez długi czas najważniejszej i podstawowej jednostki odniesienia dla systemu międzynarodowego. Czy obecny kryzys i wywołana przezeń recesja nie wskazują na przestarzałość państwocentrycznego porządku światowego, szczególnie w sytuacji, kiedy na całym świecie straty finansowe sięgają od kilkunastu do  kilkudziesięciu bilionów dolarów (co stanowi kwotę o dwa rzędy wyższą, niż wynosi budżet średniej wielkości państwa europejskiego, jakim są Czechy)?

Ponieważ uważamy, że obecna sytuacja prowokuje do pytań o ogólniejszym charakterze, celowo nie będziemy się w tym tekście dokładniej zajmować konkretnym przypadkiem Republiki Czeskiej. Decyzja ta wynika częściowo z charakteru naszych dziedzin badawczych, którymi są teoria polityczna i integracja europejska – a zatem dwa, koniec końców powiązane, obszary badań politologicznych, które bądź to mają coś do powiedzenia na temat współczesnych procesów gospodarczych, bądź to mogą wyciągnąć z nich określone inspiracje i pouczenia.

Struktura pracy jest następująca: w pierwszej części nakreślimy najpierw schematycznie niektóre główne problemy i dyskusje, które kryzys wywołał w dziedzinie ekonomii, a zwłaszcza makroekonomii. Z refleksji makroekonomicznej (i finansowo-gospodarczej) mogą bowiem wypływać konkretne wnioski co do roli państwa i instytucji państwowych w funkcjonowaniu lub regulowaniu gospodarki, a także co do konieczności (lub jej braku) ochrony państwocentrycznego systemu międzynarodowego. Następnie omówimy pokrótce historyczno-filozoficzne podstawy istnienia i uzasadnienia nowoczesnego suwerennego państwa terytorialnego, łącznie ze współczesnymi debatami w ramach normatywnej teorii politycznej, dotyczącymi możliwego przekroczenia tego typu wspólnoty politycznej na rzecz ponadpaństwowych, ew. globalnych, tworów politycznych. Będą nam przy tym szczególnie pomocne pojęcia suwerenności i praworządności, które dostarczają pewnych teoretycznych źródeł dla obrony współczesnego państwa. Tym sposobem zostanie przygotowany grunt dla ostatniej i najobszerniejszej części tekstu,  poświęconej aktualnej i niedawnej działalności Unii Europejskiej w dziedzinie „zarządzania kryzysowego“. Jest bowiem oczywiste, że przedsięwzięcia gospodarcze, finansowe i prawne powzięte w skali międzynarodowej, nie mogą być skutecznie realizowane bez jednoczesnego oparcia w nadrzędnym autorytecie politycznym  Jak się jednak okaże w tej części naszej rozprawy, uzasadnienie – nie mówiąc już o celowości – działań Unii Europejskiej jako modelowego przykładu i przypadku takiego ponadpaństwowego autorytetu politycznego, nie jest wcale takie oczywiste.

 

Kryzys finansowy: jasne pytania, niejasne odpowiedzi

 

Chyba jedynym niekontrowersyjnym aspektem obecnego kryzysu finansowego i recesji gospodarczej jest retrospektywny opis wydarzeń, których powiązanie w ciągu ostatnich mniej więcej pięciu lat znalazło ujście w światowym kryzysie płynności finansowej, spowolnieniu gospodarczym i spadku handlu międzynarodowego. Mniej więcej w sierpniu 2007 roku w Stanach Zjednoczonych ostatecznie pękła – zważywszy na późniejsze wydarzenia, raczej „wybuchła“ - banka mydlana rynku mieszkaniowych kredytów hipotecznych i po kilkuletnim wzroście cena domów i mieszkań zaczęła szybko spadać[1]. Chociaż aktywy instytucji finansowych (banków komercyjnych i inwestycyjnych, półpaństwowych instytucji w rodzaju Fannie Mae, Freddie Mac itp.) były w niemałej części oparte na „pewności zwrotu“ wcześniejszych inwestycji na rynku kredytów hipotecznych, pęknięcie bańki wywołalo kryzys wzajemnego zaufania (albo niechęć do brania pożyczek) – innymi słowy, kryzys płynności finansowej. Kryzys płynności nie dotyczy jednak tylko instytucji finansowych, ale również firm, które są w znacznej mierze zależne od pożyczek bankowych, oraz, w nie najmniejszym stopniu, samych posiadaczy kredytów hipotecznych, którzy nagle nie mogli już liczyć na spłacenie swego długu wobec banków na podstawie szacowanego wzrostu wartości ich majątku w przyszłości (por. „The Economist“ 2009a; Evans-Pritchard 2009). W końcu, ponieważ handel na rynkach finansowych czy międzybankowych odbywa się rzeczywiście na skalę międzynarodową, zaistniała sytuacja dotknęła instytucje finansowe we wszystkich w zasadzie państwach świata, a pośrednio również same te państwa. Rezultatem są bankructwa banków i firm, zwolenienia i ogólne spowolnienie czy wręcz upadek gospodarczy.

Na tym jednak konsensus się kończy, ponieważ nie ma zgody ani co do wyjaśnienia przyczyn, tzn. wyjaśnienia, dlaczego doszło do kryzysu, ani co do właściwych działań, które zminimalizują bądź jego skutki, bądź prawdopodobieństwo jego powtórzenia się w przyszłości (przy czym odpowiedzi na obydwa pytania mogą być blisko powiązane). Czy należy winić ekspansywną politykę monetarnę FED i rządowy nacisk na udzielanie kredytów hipotecznych jak najszerszym warstwom ludności (wraz z gwarancjami ich odkupienia poprzez wspomniane Freddie Mac i Fannie Mae), których konsekwencją była deformacja rynku i w rezultacie nakręcenie spirali inwestycyjnej zakończone przebiciem owej „bańki mydlanej“ (White 2008)?

A może wręcz przeciwnie, polityka monetarna zaspała w decydującym momencie i nie powstrzymała spadku nominalnego popytu (dokładniej mówiąc, nominalnych wydatków),  którego rezultatem było następnie ogólnoświatowe pogłębienie kryzysu (Sumner 2009)?[2] A może problem tkwił w niedostatecznej regulacji rynków finansowych, co pozwoliło szefom instytucji finansowych (zwłaszcza banków inwestycyjnych i funduszy hedgingowych) beztrosko pokrywać olbrzymie inwestycje w ryzykownych obszarach, w interesie natychmiastowych zysków, a bez zwracania uwagi na średnio- i długoterminowe ryzyko – i w zasadzie defraudować w ten sposób majątek (Black 2008)? A może problem leży w samym sektorze finansowym i ogólnej „financjalizacji“ ekonomii, która uzależniona jest od nieustannego pożyczania „wirtualnych“ pieniędzy i jednoczesnego zaciągania długów, które można spłacać tylko kolejnymi długami i/lub ryzykownymi inwestycjami? Jak wielka część winy spada na samą teorię makro(ekonomiczną), która – z paroma wyjątkami – nie tylko nie potrafiła przewidzieć kryzysu, ale nawet w znaczący sposób przyczyniła się do niego swoją fałszywą pewnością siebie, opartą na niedokładnych/redukcyjnych modelach i wstecznych racjonalizacjach („The Economist“ 2009b)? A może trzeba „porzucić mainstream“ i zastanowić się nad defektami systemowymi samego kapitalistycznego modelu gospodarki, jak twierdził już przed 150 laty Karol Marx i szereg jego naśladowców?

Różne i czasami sprzeczne odpowiedzi na te pytania implikują w efekcie różne zalecania, jak walczyć z kryzysem. Zaleca się zarówno ekspansywną politykę fiskalną, jak i dalsze obniżanie wartości pieniądza (tzw. easy money), tudzież jego wpompowanie w gospodarkę poprzez instrumenty polityki monetarnej, nawet za cenę zwiększenia inflacji. Zaleca się też fundamentalną wstrzemięźliwość i położenie nacisku na oszczędzanie w sferze budżetowej i walutowej, motywowane pytaniem, czy sytuację wywołaną przez nadmierne wydatki i inwestycje można przywrócić do normy przez jeszcze większe wydatki i inwestycje. Jeżeli zostawimy na boku neomarksistowski punkt widzenia, wskazujący na potrzebę zasadniczej przemiany systemowej ustroju wewnętrzpaństwowego i międzynarodowego (czyli porzucenia kapitalizmu jako takiego), można powiedzieć, że – patrząc schematycznie – przeciwko sobie w dyskusji stoją (neo)keynsiści, monetaryści i przedstawiciele szkoły austriackiej[3].

Dla czytelnika jest już zapewne jasne, o jakie działania leżące w zasięgu możliwości państwa toczy się spór. Po jednej stronie mamy obrońców bardziej ścisłego sterowania i/lub regulowania gospodarki, czy to za pośrednictwem instrumentów budżetowych, czy walutowych, po drugiej zaś zwolenników „samooczyszczającej“ zdolności niezdeformowanego rynku do alokacji. W pewnym sensie spór ten jest nierozstrzygalny, ponieważ na krytykę fundamentalnego, systemowego błędu rynku przeciwnicy regulacji fiskalnych i walutowych (i regulacji zewnętrznych, np. prawnych) mogą zawsze odpowiedzieć, że błąd ten był w rzeczywistości błędem państwa i/lub banku centralnego oraz wywołanych przez nie deformacji rynku; sprawiły one, że zdolności rynku do samooczyszczania i autoregulacji nigdy nie mogły się dostatecznie jasno przejawić[4].

Dla celów tego artykułu istotne jest jednak przede wszystkim powiązanie tych uwag z poczynionym wcześniej ustaleniem, że potencjalne straty finansowe i ich wpływ na gospodarki narodowe przekraczają możliwość efektywnej reakcji na zaistniałą sytuację ze strony poszczególnych rządów i banków centralnych – bądź to z powodu różnicy między wielkością tych strat a ich możliwościami budżetowymi i walutowymi, bądź z powodu ponadpaństwowego/globalnego charakteru rynków finansowych i w coraz większym stopniu również produkcji międzynarodowej (Reich 1995). Jeżeli problem tkwi w niedostatecznej regulacji (pytanie o przyczyny) i powolnej i nieskoordynowanej, nierzadko też motywowanej tzw. nacjonalizmem ekonomicznym (np. w postaci dewaluacji waluty) reakcji rządów i banków centralnych poszczególnych krajów, wydawać by się mogło, że jedynym rozsądnym krokiem jest  powołanie lub zasadnicze wzmocnienie regulujących i decyzyjnych struktur ponadpaństwowych. Przy czym ów „problem z koordynacją“ nigdy nie okazał się tak palący, jak w przypadku państw członkowskich UE, które kryzys dopadł w najmniej dogodnym momencie – w sytuacji narastających deficytów budżetowych i pęczniejących długów publicznych. UE na pierwszy rzut oka stanowi idealne wyjście z tych tarapatów, co, jak dalej pokażemy, współgra z niektórymi wpływowami nurtami we współczesnej filozofii politycznej, które poddają w wątpliwość centralną rolę suwerennego państwa terytorialnego, preferując ponadpaństwową, ew. globalną władzę polityczną.

 

Państwo i twory ponadpaństwowe: transformacja teorii i praktyki?

 

W centrum uwagi staje do tej pory podstawowa jednostka odniesienia systemu międzynarodowego, ograniczone terytorialnie państwo (narodowe), dysponujące co najmniej de iure wewnętrzną i zewnętrzną suwerennością (z wyjątkiem niektórych zewnętrznych standardów, na których przestrzeganie takie państwa dobrowolnie się zgodziły, dobrym przykładem są tu międzynarodowe konwencje praw człowieka). Jednocześnie zmianie ulega dotychczasowa perspektywa – z ekonomiczno-teoretycznej na polityczno-teoretyczną, która wykorzystuje nieco inne instrumentarium pojęciowe. Naszym celem jest pokazanie, że niektóre problemy związane z przesunięciem się władzy politycznej lub „rozmyciem“ suwerenności państwowej, każą wątpić w prostą drogę do władzy ponadpaństwowej, nakreśloną w poprzednim podrozdziale.

Historię państw nowożytnych oraz, pośrednio, systemu międzynarodowego w takiej postaci, w jakiej znamy go zwłaszcza z XIX i XX wieku, oficjalnie datuje się od pokoju westfalskiego (1648), przy czym chodzi raczej o datę symboliczną; pojęcie „porządku“ czy „systemu westfalskiego“ zostało wprowadzone dla oznaczenia systemu wzajemnie oddziałujących na siebie suwerennych państw, które z formalno-prawnego punktu widzenia są sobie równe (tym samym, dla krytyków tego systemu jest to kluczowe pojęcie, które należy odrzucić, por. Buchanan 2000; Linklater 1998). Zasada suwerenności wraz z upływem czasu zyskała w strukturze systemu prawa międzynarodowego „status niemal ontologiczny“ (Kingsbury 1999:66), co znacząco odzwierciedliło się również w przez długi czas dominującej perspektywie teoretycznej w dziedzinie stosunków międzynarodowych, (neo)realizmie[5]. Zagadnienie suwerennej władzy politycznej i jej formalnych i nieformalnych granic było od początku nowożytności – tu można cofnąć się aż do dzieła Niccola Machievallego, choć w autorytatywnej postaci przedstawił to zagadnienie dopiero ponad sto lat później Tomasz Hobbes – odzwierciedlane również w teorii politycznej: jednym z podstawowym założeń było (i jest), że aby ta teorytorialnie ograniczona jednostka polityczna mogła być uważana za zalegitymizowaną, musi (1) zostać uznana przez inne równorzędne jednostki systemu międzynarodowego (legitymizacja zewnętrzna) i (2) odpowiadać określonej wizji „właściwego“, „użytecznego“ czy „przewidującego“ rządzenia, które zwykliśmy nazywać interesem narodowym lub państwowym (legitymizacja wewnętrzna, por. Kratochvil 2010). Pojęcie lub zasada suwerenności jest więc nierozerwalnie złączone z pojęciem legitymizacji, a ta para pojęć wyznacza z kolei przynajmniej z dwóch stron granice przestrzeni konceptualnej, w której mieści się nowożytna idea państwa.

Drugi aspekt legitymizacji (suwerennej) władzy politycznej wiąże się z zagadnieniem demokratycznego sprawowania władzy, bowiem demokracja jako forma władzy tworzy, razem z ideą praw jednostki ograniczających władzę i zakotwiczonych w ustawie zasadniczej, parę podstawowych prawnych i politycznych zasad współczesnych systemów liberalno-demokratycznych (por. np. Habermas 2001a). Szkopuł tkwi jednak w sposobie, w jaki można dokonać konceptualizacji wzajemnej odpowiedniości demokratycznej „woli ludu“ (która jest w zasadzie konstytucyjno-prawną fikcją) i rzeczywistych działań i celów polityki rządowej – czyli w pojęciu demokratycznej reprezentacji. W systemach demokratycznych suwerenność państwowa ma bowiem ostatecznie wywodzić się z suwerenności ludu. I jeżeli nie chcemy przystać na rousseaowską argumentację odwołującą się do „woli powszechnej“, trzeba znaleźć sposób, w jaki można uzasadnić politykę (i prawodawstwo), która jest wiążąca dla wszystkich, choćby była produktem tylko minimalnej większości posłów w parlamencie[6]. Istnieją w tym przypadku dwa rozwiązania: praktyczno-polityczne i polityczno-teoretyczne. W pierwszym przypadku chodzi o wolny mandat, kiedy poseł związany jest tylko swoim sumieniem (a nie instrukcjami partii, z której list został wybrany) i ma reprezentować interesy wszystkich obywateli. W drugim przypadku rolę czynnika uzasadniającego przejmuje umowa społeczna jako – znowu fikcyjne – narzędzie, poprzez które obywatele zobowiązują się do posłuszeństwa wobec nakazów i zakazów władzy politycznej (państwa), pod warunkiem, że ona sama będzie przestrzegać określonych, wcześniej ustalonych (na przykład konstytucyjnie) reguł. W ramach tej fikcyjnej umowy musi  być jednak założony pewien minimalny konsensus moralny, kulturowy i polityczny, który poprzedza konsensus empiryczny, tzn. wyrażenie poparcia dla władzy w jej działaniach (Přibáň 2002: 26) – przy czym najbardziej oczywistym podmiotem tego pre-empirycznego konsensusu stał się w nowożytności i co najmniej od pierwszej połowy XIX wieku naród[7].

Tak można streścić w pigułce charakter współczesnych państw terytorialnych i uzasadnienie ich istnienia; co oczywiste, Unia Europejska jako twór polityczny sui generis wprowadza do tego obrazu nowe i nierzadko wywrotowe elementy. My jednak przyjrzymy się najpierw bardziej ogólnej argumentacji moralno- i polityczno-teoretycznej, która bądź to podaje w wątpliwość sensowność idei suwerenności i terytorialności państwa, wskazując na większą efektywność i moralną wyższość ponadpaństwowych, ew. globalnych tworów politycznych, bądź to dostarcza Unii Europejskiej ogólniejszego uzasadnienia teoretycznego, przynosząc propozycje zmian w prawnym, politycznym i wreszcie gospodarczym porządku planety. Ten kosmopolityczny nurt w myśli politycznej, jak będziemy nazywać go w celu uproszczenia wykładu, identyfikuje w systemie państwocentrycznym kilka podstawowych braków, odnoszących się zarówno do samej demokracji, jak i do zagadnień sprawiedliwości, które, zdaniem wielu, stoją lub powinny stać w centrum zainteresowań filozofów politycznych (Rawls 1999:3). Ze względu na ograniczoną ilość miejsca, zwięźle przedstawiamy niektóre najważniejsze i/lub najbardziej istotne dla naszej pracy problemy:

- Państwa terytorialne nie są w stanie adekwatnie reagować na zmieniające się warunki gospodarcze, finansowe, energetyczne i środowiskowe współczesnego świata. Jeżeli faktycznie dochodzi do głębokich zmian w charakterze interakcji między państwami, jednostkami i innymi instytucjami i organizacjami, błędem byłoby obstawać przy suwerennym państwie terytorialnym jako (1) jednostce będącej punktem wyjścia dla normatywnego myślenia o sprawiedliwości, oraz (2) jednostce, której granice terytorialne i przynależność do niej mają mieć szczególne znaczenie (Habermas 2008:324) (uwaga pragmatyczna)

- Występowanie wojen i innych konfliktów zbrojnych, wbrew pokojowej retoryce i w wielu przypadkach również wbrew intencjom społeczności międzynarodowej i poszczególnych państw (Held 1995:25) (uwaga pragmatyczna)

- Inherentnie uniwersalistyczna logika liberalnych pojęć prawa i sprawiedliwości, która jest powodem niespójności stanowiska broniącego zawężenia zakresu ich obowiązywania do sfery wewnętrzpaństwowej (Barry 1998) (uwaga zasadnicza)

- Głód i ekstremalna bieda w niektórych (licznych) częściach świata, zwłaszcza w porównaniu z dobrobytem i często rozrzutnym stylem życia mieszkańców krajów zachodnich. Nakłady bogatych państw na „wyciągnięcie“ osób żyjących pod granicą nędzy (1,25 dolara na dzień w przypadku tzw. biedy ekstremalnej) na poziom gwarantujący zaspokojenie przynajmniej podstawowych potrzeb życiowych nie byłyby przy tym jakoś szczególnie obciążające (Pogge 2001: 6-16) (uwaga pragmatyczna)

- Dodaje się tu zazwyczaj argument, że nierozwiązywanie tego problemu, tj. zachowywanie status quo w sytuacji, kiedy pomoc żywieniowa i inna pomoc materialna jest wyłącznie sprawą indywidualnej i kolektywnej dobroczynności, a nie wiążącą powinnością, wynikającą z kosmopolitycznej sprawiedliwości, oznacza podtrzymywanie i przedłużanie stanu niesprawiedliwości (uwaga zasadnicza)

- Roszczenie mieszkańców ubogich krajów – formułowane jako prawo – do rekompensaty za utrzymywanie porządku międzynarodowego, który zachowuje lub wręcz pogłębia ekstremalne nierówności, i odpowiadający mu obowiązek udzielenia tej rekompensaty ze strony tych, którzy przyczyniają się do jego utrzymywania, albo czerpią z niego profity (Pogge 2008: 56, 202-205).

 

Wniosek teoretyków i teoretyczek kosmopolityzmu jest jasny – trzeba porzucić model suwerennego (nawet jeśli dziś już tylko de iure), ograniczonego terytorialnie państwa i ufundowany na nim „westfalski“ system międzynarodowy na rzecz „wielopoziomowego systemu władzy światowej“[8]. W systemie tym suwerenność będzie „rozproszona“ między poszczególnymi poziomami, a istniejące lub nowo powstałe problemy – globalna sprawiedliwość dystrybucji, ograniczenie zanieczyszczania środowiska, zorganizowana reakcja zbrojna na przemoc wobec ludności cywilnej – będą przydzielane poszczególnym poziomom na podstawie kryterium funkcjonalnego, tzn. według przewidywanej zdolności do rozwiązywania tych problemów[9].

Teraz, jak sądzimy, w pełni objawia się wzajemna zależność między obecnym kryzysem finansowym/recesją gospodarczą, pogłębianiem integracji politycznej Unii Europejskiej i bardziej ogólną, „kosmopolityczną“ krytyką systemu państwocentrycznego. Kryzys finansowy ucieleśnia bowiem bezpośrednio lub pośrednio co najmniej dwa z wyżej wymienionych problemów obecnego porządku: po pierwsze, niezdolność poszczególnych państw do adekwatnej reakcji na zmieniające się warunki współczesnego świata, a po drugie, dysproporcję między możliwościami gospodarczymi, finansowymi i politycznymi bogatych/silnych i biednych/słabych państw, której nie równoważą jednak zwiększone obowiązki tych bogatszych i silniejszych. Na scenę powraca zagadnienie politycznej, gospodarczej i finansowej koordynacji, które może być dość łatwo przeformułowane w języku normatywnych postulatów rekonstrukcji porządku międzynarodowego. Ponieważ jednak kosmopolityczne struktury polityczne są w najlepszym razie dopiero w powijakach – fundamentalna reforma ONZ, na przykład, należy do kluczowych postulatów zwolenników demokracji kosmopolitycznej – zainteresowanie teoretyczne skierowuje się na twór, który nie tylko dysponuje potencjałem do przekroczenia wszystkich wyżej wymienionych ograniczeń i defektów systemu państwocentrycznego, ale również może się pochwalić kilkoma dekadami mniej lub bardziej pomyślnego i stabilnego rozwoju politycznego – na Unię Europejską. Zdaniem niektórych autorów, posiada ona potencjał, aby stać się prawdziwym „laboratorium kosmopolizacji“, dlatego w politycznej teorii i praktyce od jej powodzenia wiele zależy[10].

 

W obronie państwa: problemy suwerenności i legitymizacji

 

W wieloaspektowym ataku na nowożytne państwo nie powinno się jednak pogrzebywać  ciągle jeszcze żywego znaczenia suwerenności (suwerennej równości) i legitymizacji. W przypadku tej pierwszej zachodzi prawidłowość, że podporządkowanie tej zasady ideałom dystrybucji międzynarodowej ekonomii politycznej i politycznym ideałom „dobrego rządzenia“, oznacza podporządkowanie znanej, wypróbowanej i ugruntowanej w stale gęstniejącej sieci konsensualnie, czy przynajmniej kompromisowo przyjętych norm, zasady egalitarnej – nieprzejrzystym i trudnym w operowaniu imperatywom kosmopolitycznym. Powoływanie się na „sieć“ ponadnarodowych organizacji i instytucji, które w mniejszym lub większym stopniu przejmą dane funkcje państwa (np. O'Neill 2000:182-185), ew. na koncepcję „konstytucjonalizacji“ polityki światowej bez konieczności budowy światowego systemu demokratycznego (Habermas 2008), nie jest całkiem przekonywujące: czy naprawdę można, opierając się na hasłach centralizacji-decentralizacji, koncentracji-dekoncentracji władzy,  wertykalnie „rozproszyć“ skomplikowany system zarządzania, nie naruszając przy tym delikatnego procesu decyzyjnego społeczeństw demokratycznych? Czy taka sytuacja nie zagraża powrotem zachodniego imperializmu, ubierającego się do tej pory w hasła o demokracji i prawach człowieka (i, dodajmy, stabilności finansowej) (Cohen 2006:494)?

Logika suwerenności posiada również swoje wewnętrzne aspekty, chodzi tu zwłaszcza o fakt, że dopiero wraz z ustanowieniem suwerennej władzy politycznej, czerpiącej swoją legitymizację ze zgody wszystkich obywateli (fikcja suwerennego ludu), dochodzi do zafiksowania idei powszechnej równości. Chodzi zatem o moment konstytutywny również w kierunku „do wewnątrz“, prowadzącym do „wolnych i równych“ jednostek (co również jest prawnym i moralnym ideałem, fikcją), przy czym lud jako ich fikcyjnych zbiór, rewanżuje się, dając powstać zalegitymizowanej suwerennej władzy politycznej. Jeśli zatem usunie się to „ogniwo pośrednie“, zapośredniczające określone, na przykład kantowskie, ideały moralne, rozpada się również cała normatywna i prawna konstrukcja, na której wznosi się system nowożytnych państw i jego poszczególne elementy. Z tego punktu widzenia jedyną sensowną alternatywą faktycznie pozostaje „państwo światowe“, ewentualnie, jeśli zejdziemy o poziom niżej, etatyzacja Unii Europejskiej, oczywiście jeśli UE ma dalej pogłębiać integrację polityczną.

Nie najmniej istotnym zagadnieniem jest również kwestia legitymizacji decyzji politycznych na poziomie ponadpaństwowym, nie mówiąc już o rzekomo apolitycznej polityce centralnych instytucji walutowych. Najlepszej ilustracji tego problemu dostarcza ponownie Unia Europejska, która przez długi czas nie potrzebowała zorientowanej normatywnie, polityczno-filozoficznej refleksji nad legitymizacją, ograniczając się do opartej na wydajności (performance based) i pragmatycznej perspektywy legitymizacji, pozostawiając nierozstrzygnięte kwestie własnego „celu, podstawowych wartości, przyszłego kształtu i pożądanych struktur“ (purpose, underlying values, future shape and desirable structures) (Bellamy and Castiglione 2003:8). Sytuacja zmieniła się wraz z postępującą integracją polityczną UE. W jakim sensie można mówić o legitymizacji demokratycznego procesu decyzyjnego w jednostce politycznej, która nie posiada długotrwale demosu („narodu europejskiego“), przekonania o istnieniu „dobra wspólnego“/wspólnych wartości (z wyjątkiem ogólnych, a zatem treściowo niejasnych zasad w rodzaju praw człowieka, dobrobytu, czy solidarności), ani nie daje możliwości realnej partycypacji we sprawowaniu władzy? Poleganie wyłącznie na potędze instytucji i sprawności światłych europejskich polityków i/lub urzędników w zawieraniu umów i stanowieniu praw nie jest wystarczającym rozwiązaniem, ponieważ realizacji podstawowego zadania, jakim jest budowanie wzajemnego zaufania (trust), nie można opierać ani na gromadzeniu „kolejnego przypadkowego zestawu praw w nowej wspaniałej karcie“ (another random scattering of rights in a shiny new charter) (Ward 2001:39), ani na wiodącej roli Trybunału Sprawiedliwości, który ma zasadniczo inne zadania, niż formułowanie tego typu wskazówek.

Nie przekonują również głosy wzywające do zbudowania tożsamości europejskiej, obywatelstwa europejskiego, podobnie jak zbudowana była większość tożsamości narodowych – jednym z najbardziej rozpoznawalnych haseł jest tu „patriotyzm konstytucyjny“ Habermasa – po prostu dlatego, że ten rodzaj patriotyzmu musiałby zadziałać natychmiast. Co więcej, faktem jest, że mieszkańcy państw członkowskich UE nie mają nawet do dyspozycji posiadającej zrozumiały program ogólnoeuropejskiej partii politycznej, która w państwach liberalno-demokratycznych jest jednym z kluczowych kanałów agregacji i artykulacji interesów i w rezultacie również budowy zaufania, oraz opartej na nim legitymizacji wewnętrznej. Jak możemy w takich okolicznościach pryncypialnie usprawiedliwiać decyzje najwyższych instytucji politycznych i organów administracji, a także – dzisiaj zwłaszcza w związku z kryzysem finansowym – Europejskiego Banku Centralnego, jeśli nie mamy ochoty po prostu zdać się na ich światłą i właściwą ocenę sytuacji („cokolwiek Unia Europejska, ew. któraś z jej instytucji powie, jest dobre“)? A nawet gdybyśmy zmierzali do takiego stanowiska, to co jeśli przy bliższej analizie okaże się, że „zjednoczone siły europejskie“ w rzeczywistości wcale nie wiedzą lepiej od rządów państw narodowych, jak zachować się w obliczu tak doniosłej próby, jaką był i jest dla nich obecny kryzys finansowy i recesja gospodarcza?

 

Unia Europejska: zmarnowana szansa

 

Jeżeli weźmie się pod uwagę wyłącznie nominalne (i „praktyczne“) parametry, do których odwoływała się zarówno czechosłowacka, jak i później czeska reprezentacja polityczna, opisując swoje dążenia w polityce zagranicznej po 1989 r. jako „powrót do Europy“ ( Müller 2004), będzie można spojrzeć przychylniej na potencjał Unii Europejskiej: nawiązuje ona do trwającej od dziesięcioleci tradycji, która pod pewnym względem odniosła niewątpliwy sukces historyczny.

Niedługo minie sześćdziesiąt lat od powstania Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, poprzedniczki dzisiejszej Unii, wysoce zintegrowanego bytu, który w określonej dziedzinie ekonomii potrafił osiągnąć zdumiewającą efektywność gospodarczą i polityczną[11]. Ówczesna integracja dotyczyła ograniczonej liczby zagadnień, ale jednocześnie była bardzo spójna terytorialnie, a reguły jej codziennego funkcjonowania były relatywnie nieskomplikowane, co więcej, w znacznym stopniu była to tzw. integracja negatywna, polegająca raczej na burzeniu barier, niż na ich wznoszeniu (por. Fiala, Pitrová 2009: 53–57). Krótko mówiąc, dawniejsza Europejska Wspólnota Węgla i Stali dysponowała potencjałem do tego, by przy pomocy umiarkowanych działań politycznych zbudować podstawę dla późniejszej zrozumiałej tożsamości politycznej (por. Fiala 2007) albo przynajmniej stowarzyszenia zawartego dla realizacji określonych (wspólnych) celów (por. Isensee 2009), które mogłoby działać komplementarnie względem państw członkowskich[12].

Patrząc z tej perspektywy, współczesna Unia Europejska nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Co więcej, okazuje się, że nie jest odporna na działania, które faktycznie czynią niemożliwą pożądaną synergię między państwami członkowskimi a organizmem ponadnarodowym (por. Klaus 2006, Enzensberger 2010, Bandow 2010). Pytanie, czy chodzi tu tylko o sytuację tymczasową (która „zbiegiem okoliczności“ wystąpiła również w kontekście kryzysu finansowego i gospodarczego lat 2008-2010), czy o wadę strukturalną. Biorąc pod uwagę, że integracja oddaliła się od swojego „ideału“ de facto już w momencie powstania Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1958 r. (pięć i pół roku po powstaniu Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali), można zasadnie przypuszczać, że poprawna jest raczej druga odpowiedź.

Już na przełomie lat 50. i 60. zeszłego wieku położono fundamenty pod, później coraz mocniej akcentowaną, „politykę“ pogłębiania integracji w związku z terytorialnym powiększaniem się Wspólnoty[13]. Jednym ze szczytowych osiągnięć tej polityki było podpisanie w lutym 1992 roku w Maastricht Traktatu o Unii Europejskiej. Po latach mniej lub bardziej kosmetycznych zmian prawa podstawowego („konstytucyjnego“) Wspólnoty, definiującego jej wymiar polityczny, dokument miał być tekstem, który oprócz próby kodyfikacji dotychczasowych osiągnięć integracji, miał zdefiniować całkiem nową, osiągalną w perspektywie najbliższych lat jakość, która w znaczący sposób zmieniłaby dotychczasową relację państw członkowskich (inicjatorów integracji) i nowopowstałej Unii Europejskiej, istotnie wzmacniając w niej elementy ponadnarodowe.

Sam fakt, iż rewizja prawa podstawowego antycypowała to, co miało być osiągnięte w ramach integracji, był co prawda istotny, ale nie rozstrzygający dla „porządku maastrichtskiego“[14]. Fatalne w następstwach okazało się raczej to, co Traktat o Unii Europejskiej zakładał implicite co do przewidywanego stopnia rozwoju integracji. Rozległość przewidywanych zmian sprawiła, że Wspólnota zaczęła stopniowo stawać przed pytaniem, na ile emancypująca się przestrzeń władzy może i chce spełniać elementarne wymogi odpowiedzialności wobec tych, w imieniu których została powołana (tj. wobec „obywateli europejskich“)[15]. Co więcej, Traktat z Maastricht nie wykluczał integracji głębszej niż unia walutowa – integracji zmierzającej do unii gospodarczej i politycznej.

Obok „osłabienia napięcia“, które Traktat o Unii Europejskiej wniósł do procesu integracji[16], dokument nie tylko zawierał szereg nominalnych, w praktyce raczej nieużytecznych „ustępstw“ (np. ustanowienie instytucji uzupełniającego obywatelstwa europejskiego, zasadę subsydiarności itp.), ale także (i przede wszystkim) artykuł rewizyjny, na którego podstawie miało dojść w roku 1996 do przeanalizowania rozpoczętego przez „Maastricht“ nowego etapu integracji. Artykuł ten okazał się być jednak kontr-produktywny, jeśli nie nawet szkodliwy. Rewizja Traktatu o Unii Europejskiej została rozpoczęta faktycznie już w połowie 1995 roku, czyli półtora roku po tym, jak Traktat mogł zacząć realnie obowiązywać. Komisja Europejska opublikowała wówczas sprawozdanie z jego funkcjonowania, które było początkiem drogi do nowego dokumentu prawa podstawowego – Traktatu Amsterdamskiego. Został on przyjęty w roku 1997, a zaczął obowiązywać w maju 1999, jednak już w lutym 2001 doszło do przyjęcia Traktatu Nicejskiego. W lutym 2003, kiedy Traktat Nicejski nabrał mocy prawnej, już od roku toczyła się dyskusja nad tzw. konstytucją europejską, która w końcu została podpisana w październiku 2004. Gdyby nie odrzucono jej we Francji i Holandii, obowiązywałaby od stycznia 2007. W ten sposób doszło do „opóźnienia“ i nowy dokument – Traktat Lizboński – zmienił unijne prawo podstawowe dopiero w grudniu 2007, ew. 2009, kiedy nabrał mocy prawnej.

Powyższego kalendarium nie przytaczamy bez powodu. Wyraźnie ukazuje ono bezradność integracji w sytuacji, kiedy nie przyznaje się otwarcie, co ma być jej celem (a jest nim co najmniej wytworzenie samodzielnej, niezależnej bezpośrednio od państw członkowskich sfery władzy z własnymi źródłami finansowania)[17], a przy tym jej codzienne działania dotyczą (w jednym przypadku mniej, w innym bardziej) zdecydowanej większości (europejskich) obywateli. Konsekwencją ciągłych zmian prawa podstawowego było ustanowienie takich „reguł gry“, których charakterystycznym rezultatem jest raczej karykatura integracji, która miała by być zdolna do wspomagania państw w spełnianiu ich funkcji. Unia Europejska zaczęła się izolować, koncentrując się przede wszystkim na samej sobie, trwoniąc większość swojego potencjału na dyskusje w rodzaju: czy lepiej, aby Parlament Europejski składał się z 700, 736, 785, 750, 751 czy może z 754 posłów (por. Krutílek 2010).

Praktycznym rezultatem opisanego powyżej procesu było istotne wzmocnienie ponadnarodowej, stopniowo biurokratyzującej się sfery władzy kosztem państw członkowskich[18], przy czym nie zostało ono zrekompensowane przez odpowiadające mu rzeczywiste wzmocnienie zdolności wykonawczej UE[19]. Tempo, w jakim jedna zmiana następowała po drugiej, w praktyce uniemożliwiło osiągnięcie innych niż ograniczone rezultatów.

Oczywiście pochopne jest twierdzenie, że Unia Europejska zareagowałaby na kryzys finansowy i gospodarczy, który dotknął też innych, „uznanych“ aktorów sceny międzynarodowej (typowym przykładem są USA), bardziej efektywnie i operatywnie w sytuacji, gdyby prawo podstawowe było źródłem jej stabilności i funkcjonalności. Z drugiej strony, nie będzie przesadą powiedzenie, że permanentna zmiana treści wymiaru politycznego (polity) ma ogólnie potencjał do tego, aby na działania danego systemu politycznego – a Unia Europejska bez wątpienia nim jest (por. Hix 2005) – wpływać raczej w sposób negatywny.

Reagując na kryzys finansowy i gospodarczy Unia Europejska popełniła ten błąd, że całkowicie zignorowała zasady funkcjonowania cyklu politycznego (por. Fiala, Schubert 2000), których przestrzeganie było w stanie przynajmniej wyeliminować negatywne rezultaty lekkomyślnego normotwórstwa; normotwórstwa, które już w bliskiej przyszłości może okazać się przestarzałe, a nawet kontrproduktywne. Powodów dla takiego postępowania można doszukiwać się już to w opisanych wyżej zmianach polity, które w czasie wybuchu kryzysu osiągnęły w Unii Europejskiej największe natężenie (przez co Unia została na swój sposób sparaliżowana), już to w dążeniu do wykorzystania zaistniałej sytuacji do „koniunkturalnej obrony“ projektu integracji w oczach (europejskich) obywateli[20].

Unia przystąpiła do potężnej interwencji prawnej polegającej na przedstawieniu dziesiątek projektów, z celem nie tylko zaostrzenia istniejących norm i/lub merytorycznej regulacji zjawisk, które przed i w czasie kryzysu okazały się być rzekomo negatywne, ale również (przede wszystkim?), aby wyraźnie zademonstrować na zewnątrz, że Unia jest zdecydowana, zdolna do działania i efektywna (por. Barros 2010).

Problemem takiego podejścia jest fakt, że wychodzi ono z poglądu, że jakikolwiek nowy stan prawny będzie automatycznie lepszy od stanu dotychczasowego, a ignoruje przy tym zarówno (1) zasadę, że warunkiem wprowadzenia nowych regulacji musi być dokładna ocena regulacji istniejących, jak i (2) elementarną przesłankę, że warunkiem możliwości sukcesu nie jest po prostu przyjęcie nowych norm, ale przede wszystkim ich rzeczywiste wdrożenie w życie. Unia Europejska w kontekście kryzysu finansowego i gospodarczego zlekceważyła obydwie zasady – zakładając implicite, że „więcej Europy“ jest wartością samą w sobie.

Charakterystyczna dla reakcji Unii na kryzys gospodarczy i finansowy była jej szybkość za wszelką cenę. Co prawda, jeśli chodzi o kolejność, poszczególne procesy legislacyjne przebiegały standardowo, były jednak silnie sformalizowane. Zwłaszcza Komisja i Parlament Europejski wykorzystywały możliwości skrócenia rozpatrywania projektów ustaw[21]. Symptomatyczne było/jest przyjmowanie aktów prawnych dotyczących regulacji agencji ratingowych. Projekt (KOM (2008)704) został przedstawiony w listopadzie 2008 roku, a definitywnie uchwalony w kwietniu 2009. Odpowiednie rozporządzenie (nr 1060/2009) w zasadniczym kształcie zaczęło obowiązywać w grudniu 2009 roku (w pełni dopiero w czerwcu 2009) po tym, jak w listopadzie 2009 zostało ogłoszone w Dzienniku Ustaw UE i w miesiąc później w tym samym miejscu ogłoszono jego poprawioną wersję. Już w czerwcu 2010 został jednak przedstawiony projekt rewizji tego rozporządzenia (KOM (2010)289). Agencje ratingowe miałaby kontrolować w przyszłości unijna agencja ds. rynków finansowych ESMA, która w czasie, kiedy przedstawiono tekst rewizji, jeszcze nie istniała, bo jej powstanie uwarunkowane było uchwaleniem innego projektu prawnego (KOM (2009)503). Mówiąc lapidarnie, Unia Europejska zdecydowała się, by instytucja, która jeszcze nie istnieje, dokonała rewizji prawa, które jeszcze nie obowiązuje.

Jeżeli chodzi o rozdźwięk między obowiązującym prawem i jego rzeczywistym wdrożeniem, jest jeszcze oczywiście za wcześnie na ocenę norm przyjętych (lub wciąż przyjmowanych) wyłącznie w kontekście kryzysu finansowego i gospodarczego. W związku z tym można jednak w uzasadniony sposób wskazać na dotychczasowy sposób funkcjonowania unijnej integracji walutowej, której problemy są inherentnie związane z kryzysem finansowym i gospodarczym. Tak zwane kryteria konwergencji, warunek możliwości uczestnictwa w powstającej wspólnej walucie euro, oraz tzw. Pakt Stabilności i Rozwoju, który miał zagwarantować „utrzymywalność“ tych kryteriów również po przystąpieniu danego państwa czlonkowskiego do strefy euro, wytworzyły względnie skuteczne formalne ramy prawne. Jeśli jednak odrzucimy pogląd, że integracja walutowa możliwa jest tylko w obszarze optymalnego obszaru walutowego (Mundell 1961), to właśnie nieegzekwowanie i późniejsze celowe rozluźnienie kryteriów konwergencji i Paktu Stabilności i Rozwoju sprawiło, że cały projekt popadł w tarapaty.

Wyjątkowa i symptomatyczna rola Unii Europejskiej

 

W naszym artykule spróbowaliśmy pokazać, z konieczności w uproszczony i miejscami powierzchowny sposób, jak obecny kryzys finansowy i recesja gospodarcza mogą wiązać się, po pierwsze, z aktualnymi dyskusjami w teorii politycznej dotyczącymi charakteru i użyteczności nowożytnego państwa terytorialnego, a po drugie, z integracją europejską jako procesem, który ma istotne konsekwencje praktyczno-polityczne i teoretyczne. Chociaż naszym celem nie było formułowanie jednoznacznych wniosków, ani nawet zaleceń dla którejkolwiek z tych sfer, sądzimy, że powyższe analizy pozwalają nam pokusić się o pewne uogólnienia.

Przede wszystkim, chociaż między ekonomistami nie ma zgody ani co do diagnozy przyczyn powstania kryzysu, ani co do odpowiednich środków, jakie powinny zostać powzięte w celu jego zwalczenia, istnieje groźba, że przy pospiesznym wprowadzaniu w skali ponadnarodowej najróżniejszych mechanizmów regulacji, sankcji i kontroli (zwłaszcza na obszarze sektoru finansowego), utworzy się zaczyn kryzysu znacznie poważniejszego, niż obecny. Nieco upraszczając, co jeżeli rację ma szkoła austriacka? A nawet, jeśli rację mają monetaryści, wciąż pozostaje do wyjaśnienia, jaki jest sens wprowadzania na niespotykaną wcześniej skalę regulacji w sferze fiskalnej, regulacji, które w rękach władzy ponadpaństwowej przybrałyby oczywiście jeszcze potężniejsze rozmiary? Ogólniej rzecz biorąc: dlaczego (makro)ekonomia, która rzekomo tak bardzo zawiodła przed i w czasie kryzysu, miała by znów okazać się światełkiem na końcu tunelu?

Powtórzmy następnie, że tylko nowożytne suwerenne państwo terytorialne dysponuje sprawdzonym modelem legitymizacji (czy uzasadnienia) dla poszczególnych posunięć władzy politycznej, przy czym transformacja tego modelu dla organizmów ponadpaństwowych jest jak na razie w dosyć wczesnej fazie. Najdalej transformacja ta zaszła w przypadku Unii Europejskiej, która w sytuacji kryzysu nasuwa się jako naturalna odpowiedź na rzekomą „porażkę państwa“, bez względu na jej bardziej ogólną rolę w kosmopolitycznych koncepcjach politycznych. Okazało się jednak, że również Unia jako „laboratorium kosmopolityzacji“ nie jest wolna od poważnych znaków zapytania dotyczących legitymizacji jej posunięć; nasza analiza w poprzedniej sekcji wykazała też, że UE nie jest obecnie – wbrew swoim nominalnym zaletom – bytem, który mógłby częściowo lub w całości zastąpić państwo narodowe, jeśli chodzi o „efektywniejsze“ kierowanie światową gospodarką. Dowodem jest zarówno zmarnowanie jej potencjału na toczące się latami dyskusje nad najbardziej właściwą formą jej własnej (ponadnarodowej) polity, jak i ignorowanie podstawowej zasady funkcjonowania cyklu politycznego – i płynący stąd pogląd, że zawsze i w każdych okolicznościach, „im więcej Europy, tym lepiej“.

Innymi słowy, stress testu, jakim jest dla niej kryzys finansowy, UE nie przechodzi bez zarzutu.

 

Przeł. Stanisław Ruczaj

 

Bibliografia

Analýza dopadů Lisabonské smlouvy (http://www.vlada.cz/assets/evropske-zalezitosti/dokumenty/Analyza-dopadu-Lisabonske-smlouvy.pdf).

Bandow, D. (2010): Evropskému projektu odzvonilo, „Revue Politika“ 9/2010 (http://www.revuepolitika.cz/clanky/1352/evropskemu-projektu-odzvonilo).

Barroso, J. M. D. (2010): Stav Unie v roce 2010 (http://europa.eu/rapid/pressReleasesAction.do?reference=SPEECH/10/411&format=HTML&aged=0&language=CS&guiLanguage=en).

Barry, Brian (1998): International Society From a Cosmopolitan Perspective, [w:] David R. Mapel, Terry Nardin (red.), International Society: Diverse Ethical Perspectives. Princeton: Princeton UP, 144-163

Beck, Ulrich a Grande, Edgar (2004): Das kosmopolitische Europa. Frankfurt am Main: Suhrkamp

Bellamy, Richard a Castiglione, Dario (2003). Legitimizing the Euro-‚Polity‘ and its ‚Regime‘. The Normative Turn in EU Studies, [w:] „European Journal of Political Theory“ Vol. 2, No. 1, 7-34

Black, William K. (2008): Adam Smith Was Right About Corporate CEOs Incentives Absent Effective Regulation, [w:] Cato Unbound, December 2008: Anatomies of the Financial Crisis (http://www.cato-unbound.org/2008/12/04/william-k-black/adam-smith-was-right-about-corporate-ceo’s-incentives-absent-effective-regulation/)

Booker, Ch., North, R. (2006): Skryté dějiny evropské integrace od roku 1918 do současnosti, Barrister & Principal, Brno. [Booker, Ch., North, R. (2003): The Great Deception: The Secret History of the European Union, Continuum Publishing, London]

Buchanan, Allen (2000): Rawls’s Law of Peoples: Rules for a Vanished Westphalian World, Ethics” Vol. 110, No. 4, 697-721

Cohen, Jean L. (2006). „Sovereign Equality vs. Imperial Right: The Battle Over the ‚New World Order’”, [w:] Constellations Vol. 13, No. 4, 485-505

Enzensberger, H. M. (2010): Evropské poručnictví, „Revue Politika“ 3/2010 (http://www.revuepolitika.cz/clanky/1259/evropske-porucnictvi)

Evans-Pritchard, Ambrose (2009): Thanks to the Bank it's a crisis; in the eurozone it's a total catastrophe, „The Daily Telegraph Online“, March 8th 2009 (http://www.telegraph.co.uk/finance/comment/ambroseevans_pritchard/4958395/Thanks-to-the-Bank-its-a-crisis-in-the-eurozone-its-a-total-catastrophe.html)

Fiala, P. (2007): Evropský mezičas. Nové otázky evropské integrace, Barrister & Principal, Brno

Fiala, P., Pitrová, M. (2009): Evropská unie, Centrum pro studium demokracie a kultury, Brno

Fiala, P., Schubert, K. (2000): Moderní analýzy politiky. Uvedení do teorií a metod policy analysis, Barrister & Principal, Brno

Friedman, Milton and Schwartz, Anna J. (2008): The Great Contraction, 1929-1933. Princeton: Princeton UP

Gellner, Ernest (2003): Nacionalismus. Brno: Centrum pro studium demokracie a kultury [Gellner, E. (1991): Narody i nacjonalizm, przekład T. Hołówka, Warszawa: PIW]

Habermas, Jürgen (2001a): Constitutional Democracy - A Paradoxical Union of Contradictory Principles?, [w:] Political Theory Vol. 29, No. 6, 766-781

Habermas, Jürgen (2001b): Why Europe needs a constitution, [w:] New Left Review 11, September-October 2001, 5-26 (http://www.newleftreview.org/?view=2343)

Habermas, Jürgen (2008) [2005]: A Political Constitution for a Pluralist World Society?, [w:] Habermas, Between Naturalism and Religion: Philosophical Essays. Cambridge: Polity Press, 312-352

Held, David (1995): Democracy and Globalization, [w:] Daniele Archibugi, David Held (red.), Cosmopolitan Democracy: An Agenda for a New World Order. Oxford: Polity Press, 11-27

Hix, S. (2005): The Political System of the European Union, Palgrave Macmillan, Basingstoke

Isensee, J. (2009): Evropský národ? Meze politického sjednocování Evropy, „Revue Politika“ 6/2009 (http://www.revuepolitika.cz/clanky/120/evropsky-narod).

Kant, Immanuel (1999) [1795]. K věčnému míru. Filosofický projekt, [w:] Kant, K věčnému míru. O obecném rčení: Je-li něco správné v teorii, nemusí se to ještě hodit v praxi. Praha: Oikoymenh [Kant, I. (1995): O wiecznym pokoju. Zarys filozoficzny, przekład F. Przybylak, Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego]

Keynes, John M. (1997): The General Theory of Employment, Interest, and Money. Amherst, NY: Prometheus Books

Kingsbury, Benedict (1999): Sovereignty and Inequality, [w:] Andrew Hurrell, Ngaire Woods (red.) Inequality, Globalization, and World Politics. Oxford: Oxford UP, 66-94

Klaus, V. (2006): Co je to evropeismus?, Centrum pro ekonomiku a politiku, Praha. [Klaus, V. (2008): Czym jest europeizm?, Warszawa: Prohibita]

Kratochvíl, Petr (2010): Původ a smysl národního zájmu. Analýza legitimity jednoho politického konceptu. Brno: Centrum pro studium demokracie a kultury

Krutílek, O. (2010): Lisabonská mašina se zadírá. Kauza navýšení počtu europoslanců ukazuje, kterak EU umí škodit sama sobě, „Revue Politika“ 3/2010 (http://www.revuepolitika.cz/clanky/1269/lisabonska-masina-se-zadira)

Laughland, J. (2001): Znečištěný pramen, Prostor, Praha. [Laughland, J. Zatrute źródła Unii Europejskiej, Warszawa: Antyk 2004]

Linklater, Andrew (1998): The Transformation of Political Community: Ethical Foundation of the Post-Westphalian Era. Cambridge, UK: Polity Press

McCarthy, Thomas (2002): On Reconciling Cosmopolitan Unity and National Diversity, [w:] Ciaran Cronin, Pablo De Greiff (red.), Global Justice and Transnational Politics. Cambridge, MA: MIT Press

Müller, D. (2004): Cesta České republiky do Evropské unie, [w:] Fajmon, H. (2004): Cesta České republiky do Evropské unie, Centrum pro studium demokracie a kultury, Brno, 13-54

Mundell, R. A. (1961): A Theory of Optimum Currency Areas, „American Economic Review“ 4/1961

O’Neill, Onora (2000): Bounds of Justice, Cambridge: Cambridge UP

Pitrová, M. (2002): Institucionální struktura Evropské unie. Vliv integračních paradigmat na výstavbu institucí, Masarykova univerzita, Brno

Pogge, Thomas (2001): Priorities of Global Justice, [w:] Pogge (red.), Global Justice. Oxford: Blackwell Publishing, 6-23

Pogge, Thomas (2008): World Poverty and Human Rights, 2. wyd. Cambridge: Polity Press

Přibáň, Jiří (2002): Disidenti práva. Praha: Sociologické nakladatelství

Rawls, John (1999): A Theory of Justice, Rev. ed. Cambridge, MA: Belknap Press

Rawls, John (2001): The Law of Peoples with „The Idea of Public Reason Revisited“. Cambridge, MA: Harvard UP

Reich, Robert (1995): Dílo národů. Příprava na kapitalismus 21. století. Praha: Prostor [Reich, R. (1991): The work of nations: Preparing ourselves for the 21st century capitalism, New York: Knopf Publishing]

Rothbard, Murray N. (1963): America’s Great Depression. Princeton: Van Nostrand

Spruyt, Hendrik (1994): The Sovereign State and Its Competitors. Princeton, NJ: Princeton UP

Standard Eurobarometer 73. Public opinion in the European Union – First Results (http://ec.europa.eu/public_opinion/archives/eb/eb73/eb73_first_en.pdf).

Sumner, Scott (2009): The Real Problem was Nominal. [w:] Cato Unbound, September 2009: Monetary Lessons from the Not-So-Great Depression (http://www.cato-unbound.org/2009/09/14/scott-sumner/the-real-problem-was-nominal/)

„The Economist“ (2007): CSI: credit crunch. Central banks have played a starring role, 18 października 2007 (http://www.economist.com/node/9972489)

„The Economist“ (2009a): The collapse of manufacturing: The financial crisis has created an industrial crisis. What should governments do about it?, 19 luty 2009. (http://www.economist.com/node/13144864)

„The Economist“ (2009b): The Other-Worldly Philosophers, 16 czerwca 2009 (http://www.economist.com/node/14030288)

The financial and economic crisis – facts, analysis and policies (http://ec.europa.eu/economy_finance/focuson/crisis/index_en.htm#)

UN Documents (nedat.), dostępne na: http://www.un.org/en/documents/

Ward, Ian (2001): Beyond Constitutionalism: The Search for a European Political Imagination, [w:] „European Law Journal“ Vol. 7, No. 1, 24-40

White, Lawrence B. (2008): What Really Happened?, [w:] Cato Unbound, December 2008: Anatomies of the Financial Crisis (http://www.cato-unbound.org/2008/12/02/lawrence-h-white/what-really-happened/)

 

 


[1] Według „The Economist“ (2007), wzrost cen w latach 1996-2007 wynosił 124%. W porównaniu z innymi państwami, które zanotowały podobny skokowy wzrost (Wielka Brytania – 194%, Hiszpania – 180%, Irlandia – 253%), USA borykały się z problemem w postaci zalewu ryzykownych kredytów hipotecznych (patrz poniżej).

[2] To wyjaśnienie odwraca zatem kierunek relacji przyczynowo-skutkowej, każąc widzieć spadek popytu i wydatków jako przyczynę, a nie rezultat kryzysu gospodarczego i finansowego, przy czym stymulacja popytu przez instrumenty polityki monetarnej jest, inaczej niż „ratowanie“ przed kryzysem, zdecydowanie prostszym posunięciem.

[3] Klasycznym przykładem ich sporu jest interpretacja przyczyn powstania i przezwyciężenia tzw. Wielkiego Kryzysu czy Wielkiej Depresji w latach 30. XX wieku; por. np Keynes 1997; Friedman and Schwartz 2008; Rothbard 1963.

[4] Nie mówiąc już o tzw. moralnym ryzyku związanym z wysyłaniem autorom ryzykownych inwestycji sygnałów, że państwo, za pieniądze podatników, naprawi ich błędy lub wręcz defraudacje.

[5] Na przykład Powszechna Deklaracja Praw Człowieka używa implicite sformułowań z języka państwocentrycznego; Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Socjalnych i Kulturalnych, a także Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych stwierdzają w artykule 1, że „Wszystkie narody mają prawo do samostanowienia. Na mocy tego prawa określają one swobodnie swój status polityczny i w wolności dążą do swego gospodarczego, społecznego i kulturalnego rozwoju.“ - co jest w zasadzie tylko potwierdzeniem innymi słowami zasady suwerenności terytorialnej. Por. dokumenty ONZ.

[6] W Czechach przez pięć kadencji (od lata 1996 do lata 2009) funkcjonowały (czasami: raczej nie funkcjonowały) koalicje rządowe, które były albo mniejszościowe, albo miały minimalną większość jednego posła, albo wręcz taką samą liczbę posłów, co opozycja (nie licząc tu dwóch przejściowych rządów „półeksperckich“).

[7] Nie twierdzimy tu oczywiście, że naród jest niekontrowersyjnym i powszechnie akceptowanym realnym fenomenem i kategorią teoretyczną; por. np Gellner 2003.

[8] Można bowiem twierdzić, że państwocentryczny system międzynarodowy jest wynikiem forsowania określonego (samo)rozumienia konstytuujących go jednostek. Jeśli przy innej konstelacji sił mocarstwowych i gospodarczych system mógł wyglądać inaczej na początku nowożytności, nie ma powodu, by uważać, że nie mógłby ulec zmianie również na początku XXI wieku (por. Spruyt 1994).

[9] System władzy światowej jest jednak równocześnie czymś jakościowo innym, niż „państwo światowe“, a obawy Immanuela Kanta przed despotycznym albo, na odwrót, niestabilnym charakterem takiego państwa, powracające również w dzisiejszej myśli politycznej, są, w stosunku do możliwości współczesnej wyobraźni  politycznej i „designu“ instytucjonalnego, bezpodstawne (ew. ograniczone przez epokę, w której Kant żył) (McCarthy 2002: 251; por. Kant 1999; Rawls 2001: 36).

[10] Krytyka tzw. „nacjonalizmu metodologicznego“ (który koniec końców obejmuje również wspomniany wcześniej nacjonalizm ekonomiczny) w teorii politycznej, jest z tego punktu widzenia przygotowaniem do zasadniczej przemiany tak samej teorii, jak i w rezultacie również społeczeństwa, które jest przedmiotem refleksji teoretycznej. Dopóki nie usuniemy z centrum uwagi pojęć i kategorii takich, jak naród, państwo, suwerenność itp, nasze postrzeganie integracji europejskiej, a ogólniej również społeczeństwa międzynarodowego będzie z konieczności zdeformowane – np. w tym sensie, że relację między instytucjami politycznymi na poziomie europejskim i na poziomie państwa będzie się nadal postrzegać jako grę o sumie zerowej, to znaczy jako „albo-albo“, a nie „zarówno – jak i“ (Beck i Grande 2004: 27, 245). Końcowy projekt polityczny, który odzwierciedla pożądany kierunek współpracy europejskiej, jest następnie nazwany Kosmopolityczną Europą: proces europeizacji jest tu przeformułowany jako modelowy przykład kosmopolityzacji. Taka perspektywa pozwala traktować UE jako bezgranicznie otwarty i inkluzywny organizm, który jest w stanie dokonać akomodacji i dialektycznego zniesienia – czyli usunięcia – licznych niezgodności i pozornie ekskluzywistycznych (wzajemnie się wykluczających) tożsamości – i, co najbardziej interesujące, można nią objąć również resztę świata.

[11] Jeśli za kluczowy parametr uznamy porównanie pobudek i celów, dla których realizacji powołano Wspólnotę, z ich faktyczną realizacją.

[12] Zostawmy tu na boku, nie zawsze łatwe do udowodnienia, twierdzenie, że integracja europejska jest projektem rządzonym według uprzednio wymyślonego i stopniowo realizowanego „grand design“, którego pierwotnym autorem był handlarz koniakiem Jean Monnet (por. Laughland 2001, Booker, North 2006).

[13] Albo poszerzanie się terytorialne Wspólnoty w łączności z jej pogłębianiem; relacja między tymi dwoma procesami ulegała zmianom ad hoc na przestrzeni czasu  (por. Pitrová 2002).

[14] Przy surowej intepretacji wszystkich poprzednich dokumentów prawa podstawowego, doszlibyśmy prawdopodobnie do niezbyt zaskakującego wniosku, że co do jednego, ustanawiały one sobie nie tylko cele, ale często również i terminy, w których te cele miały być osiągnięte.

[15] Aż do czasu przyjęcia Traktatu o Unii Europejskiej, to pytanie było powszechnie uznawane za nieadekwatne. Ponieważ integracja dotyczyła tylko ograniczonego zakresu merytorycznego, była uważana za kwestię polityki zagranicznej, a nie za istotną kwestię polityki wewnętrznej.

[16] Dowodem niech będzie wysoce problematyczny przebieg procesu ratyfikacji (Fiala, Pitrová 2009: 136–140).

[17] Celowo nie posługujemy się pojęciami konfederacji, federacji, „superpaństwa“ itp., bądź to z powodu ich (z punktu widzenia UE nieproblematycznych) konotacji, bądź/oraz z powodu ich niejasności.

[18] Państwa członkowskie poniosły tu oczywistą stratę: możliwość bezpośredniego blokowania przez nie niekorzystnych decyzji Unii została ograniczona do minimum (por. „Analiza konsekwencji Traktatu Lizbońskiego“).

[19] Nawet po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego nie jest jasne np. kto reprezentuje Unię w kontaktach zewnętrznych – czy przewodniczący Komisji Europejskiej, stały przewodniczący Rady Europejskiej („prezydent“ UE), Wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa („minister spraw zagranicznych“ UE), czy może premier państwa członkowskiego, które akurat pełni prezydencję w Radzie  UE.

[20] Poparcie społeczne dla członkostwa w UE od 2007 r. utrzymuje się na stałym poziomie lub spada (por. Standard Eurobarometer 73).

[21] Konsultacje społeczne dotyczące konkretnych zagadnień często przeprowadzano dopiero wtedy, kiedy na poziomie generalnych władz Komisji Europejskiej finalizowano już teksty odpowiednich projektów prawnych; w Parlamencie Europejskim, z powodu braku ograniczenia czasowego, odwlekano ukończenie pierwszego czytania tzw. procedury współdecydowania aż do czasu, kiedy osiągano nieformalny kompromis z Radą (w praktyce oznaczało to, paradoksalnie, znaczące przyspieszenie procesu legislacyjnego; Traktat Lizboński, który zaczął obowiązywać 1 grudnia 2009, zadziałał pod tym względem jako katalizator).

 


Start Pavel Dufek, Ondřej Krutílek, "Kryzys gospodarczy jako „stress test“ dla Unii Europejskiej"