SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Marek Loužek, "Kryzys strefy euro"

Marek Loužek, "Kryzys strefy euro"

Email Drukuj PDF

Opinia publiczna w siedemnastu krajach Unii Europejskiej uwierzyła politykom, którzy obiecywali, że wprowadzenie euro przyczyni się do wzrostu gospodarczego, zmniejszy bezrobocie i przyniesie stabilność waluty. Dziś oczywiste jest, że euro nie zapobiegło trwałemu spadkowi wzrostu europejskiej gospodarki i że wspólna waluta ma odmienne skutki dla poszczególnych krajów eurolandu. Co więcej, staje się ona źródłem destabilizacji gospodarki światowej (Karras 2011).

Siłą napędową europejskiego procesu zjednoczenia waluty jest i zawsze była polityka, nie gospodarka (Klaus 2004). Dominantą zawsze były ambicje polityczne, a euro rozumiano jako użyteczne narzędzie w tworzeniu unii politycznej. Jeśli spojrzeć na osiągnięcia gospodarcze eurolandu pierwszych lat jego istnienia, to nawet proeuropejscy aktywiści muszą przyznać, że wyobrażenia o tym, iż euro przyspieszy wzrost gospodarki i wielkie oczekiwania powszechnego ożywienia gospodarczego nie spełniły się.

Gdy w roku 1999 rodziła się wspólna waluta, nadzieje były wielkie. Od euro oczekiwano umocnienia wzrostu gospodarczego, poziomu zatrudnienia i ogólnego rozwoju. I na początku wydawało się, że przyszłość pełna dobrobytu i bezpieczeństwa socjalnego staje się rzeczywistością. Upłynęło trzynaście lat i rzeczywistość strefy euro jest bardzo daleko do stworzenia zdrowych i stabilnych ram makroekonomicznych (Jones 2009).

Nieoptymalna strefa walutowa

Unia walutowa może działać tylko wtedy, gdy spełnione zostaną warunki istnienia optymalnej strefy walutowej. Zdefiniował je Robert Mundell (1961) w pewnym artykule w „American Economic Review“ i dostał za to nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Poszczególne państwa, żeby tworzyć optymalną strefę walutową powinny mieć: 1. wysoką wzajemną mobilność siły roboczej; 2. elastyczność płac, w sensie możliwości ich obniżenia; 3. intensywny wzajemny handel oraz 4. podobny poziom zasobów naturalnych, jak również powinny symetrycznie reagować na pozytywne i negatywne wstrząsy pochodzące z zewnątrz unii.

Warunki te w Europie nie są dziś spełnione. Mobilność pracowników jest w Europie relatywnie niska a niezbędna elastyczność płac i cen prawie nie istnieje. Sztywność europejskiego rynku pracy jest powszechnie znana. Asymetryczność reakcji na pozytywne i negatywne bodźce zewnętrzne pojawia się co i rusz, co nie może dziwić, skoro kraje strefy euro są tak zróżnicowane (Klaus 2004).

Wielkość transferów budżetowych na poziomie całego eurolandu jest bardzo mała. Pomiędzy członkami Unii istnieje pewna doza międzynarodowej solidarności, ale jej stopień jest nieporównywalny z solidarnością wewnątrz państw narodowych. Dołączenie do strefy euro nie oznacza też przyjęcia waluty światowej, ale tylko waluty regionalnej, a zatem ryzyko kursowe ciągle istnieje (Mach 2007). Koszty unifikacji waluty są przy tym znaczne.

Przy wprowadzaniu euro wielokrotnie działano wbrew teorii Mundella (Feldstein 1997a). Gdyby euro było tworzone z uwzględnieniem teorii ekonomii, kraje takie jak Irlandia, Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja, Litwa, Łotwa, czy Estonia nie powinny nawet myśleć o wspólnej walucie. Optymalna strefa walutowa wymaga bowiem poza wszystkim wysokiego stopnia elastyczności cen i płac, w tym możliwości ich spadku.

Mundell uważał powstanie wspólnego europejskiego pieniądza za istotny punkt zwrotny całego systemu międzynarodowego. Euro jego zdaniem naruszy bowiem silną pozycję dolara. Ostatecznie wprowadzenie euro może być najważniejszą zmianą od chwili, gdy dolar – po wybuchu I wojny światowej – zastąpił funta jako dominująca waluta światowa. Kurs dolara do euro Mundell uznaje za na najważniejszy wskaźnik cenowy na świecie (Mundell 1998).

Kraj, który zrzeknie się własnej waluty i przyjmie euro traci naturalny czynnik regulujący obieg pieniądza między gospodarką krajową i zagranicznym otoczeniem, jakim jest kurs waluty a wtedy nie sposób zapanować nad wielkością pieniądza w obiegu (Friedman 1970). Każde zwiększenie eksportu albo napływ inwestycji oznacza zwiększenie ilości pieniądza w gospodarce i odwrotnie, spadek eksportu, albo odpływ kapitału prowadzi do zmniejszenia się wielkości pieniądza w obiegu (Prokopijevic 2010).

Nie przypadkiem w krajach strefy euro nie nastąpił szybszy wzrost gospodarczy, lecz raczej spowolnienie. Od samego początku strefa euro rosła zasadniczo wolniej niż na przykład Stany Zjednoczone, ale również wolniej, niż te „stare“ kraje członkowskie UE, które w na razie odrzuciły euro. Według Europejskiego Banku Centralnego (ECB) długookresowe potencjalne tempo wzrostu strefy euro wynosi nieco ponad 1,2%. Nie jest to żaden cudowny wzrost, raczej tempo ślimaka (Eichengreen 2011).

 

Wykres 1. Wzrost gospodarczy w integrującej się UE

Źródło: Eurostat

Wspólna waluta nie spełniła oczekiwań również w zakresie konwergencji gospodarek pod względem tempa wzrostu i inflacji. Niektóre kraje strefy przestały dotrzymywać kryteria stabilności finansów publicznych określone w Pakcie Stabilności i Wzrostu. Wiele z krajów strefy euro nie spełnia dziś nawet kryterium z Maastricht dotyczącego inflacji, choć dla nowych adeptów euro wymóg ten twardo jest podtrzymywany (Coenen, Straub, Trabant 2012).

Kolejnym problemem są różnice w poziomie inflacji wewnątrz strefy euro. Gdy tylko zainaugurowano wspólną walutę, wielkość inflacji w poszczególnych krajach zaczęła być odmienna. Wytworzyły się następnie dwie grupy krajów, z których jedna długookresowo ma inflację poniżej średniej całej strefy (Niemcy, Francja, Belgia, Austria), a druga, do której można zaliczyć wszystkie pozostałe kraje strefy z wyjątkiem Finlandii ma inflację powyżej średniej (Bohn, Jong 2011).

Zróżnicowane realne stopy procentowe uruchamiają procesy ekonomiczne, które mają bardzo niebezpieczną tendencję do spiralnego nakręcania się. Niskie, czy nawet ujemne realne stopy procentowe prowadzą do przegrzewania się gospodarki niektórych krajów i nadmiernych inwestycji, których struktura może być w dodatku błędna. Przegrzewanie się gospodarki oznacza z kolei wzrost inflacji i rodzi tendencję do podnoszenia płac nominalnych (Tomšík 2011).

Zróżnicowane realne stopy procentowe prowadzą do rozwierania się nożyc bieżącego bilansu płatniczego poszczególnych krajów strefy euro. Wewnątrz unii walutowej sukcesywnie kumulują się znaczne deficyty lub nadwyżki w bilansie płatniczym, co prowadzi do podziału na kraje-dłużników i kraje-wierzycieli. Wśród dłużników doszło do nadmiernej ekspansji kredytu i błędnej alokacji kapitału, co dobrze widać w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, czy Irlandii (Sarrazin 2012).

Strefa euro nadal pozostaje niejednorodna -  najbardziej rozwinięte kraje strefy mają PKB na głowę (z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej) z grubsza cztery razy wyższe niż kraje najmniej rozwinięte. Strefa euro nie tylko nie jest więc optymalną strefą walutową, ale nie jest też jednolitą przestrzenią polityczną. Właśnie z tego powodu, próbuje być obszarem jednolitego pieniądza. Fakt, że nie jest optymalną sferą polityczną tłumaczy, dlaczego wady konstrukcyjne euro od początku były tak zasadnicze (Hampl 2010).

Euro jako wzmacniacz cyklu ekonomicznego

Problemy nie były tak widoczne, dopóki w Europie trwała ogromna ekspansja kredytowa. Wzrost gospodarczy napędzany wzrastającym zadłużeniem całkiem dobrze maskował problemy z brakiem elastyczności aż do roku 2008. Irlandia, Hiszpania i inne peryferyjne kraje euro walczyły już z inflacją, jednak ECB najczęściej utrzymywała bardzo ekspansywna politykę niskich stóp procentowych, która była na rękę Niemcom dotkniętym przez stagnację. Na Irlandię i Hiszpanię tak niskie stopy, poniżej poziomu tamtejszej inflacji, podziałały jak hormon wzrostu (Kohout 2010).

W ciągu pierwszej dekady istnienia wspólnej waluty doszło  w Europie do bardzo silnych wahań aktywności gospodarczej, co zrozumiałe, o charakterze spadkowym. Euro tylko częściowo spełniło oczekiwania. Owszem, stało się drugą światową walutą rezerwową, na niektórych rynkach nawet walutą ważniejszą od dolara. Z technicznego punktu widzenia jest to niewątpliwie sukces. Jednak z ekonomicznego punktu widzenia euro zadziałało jako najsilniejszy wzmacniacz cyklu ekonomicznego od czasów klasycznego standardu złota (Welfens 2011).

W okresie koniunktury euro pomagało koniunkturę nakręcać i to z kilku powodów. Po pierwsze, polityka walutowa szyta na miarę powoli rosnącej gospodarki niemieckiej prowadziła do intensywnego przegrzewania się innych gospodarek, zwłaszcza Hiszpanii i Irlandii. Dopóki gospodarki tych krajów rosły dzięki bańce kredytowej większości Hiszpanów i Irlandczyków to za bardzo nie przeszkadzało, najwyżej tym, którzy chcieli kupić mieszkanie i stwierdzali, że nieruchomości są za drogie. Jednak pęknięcie bańki kredytowej w okresie 2008-2009 nie było zbyt przyjemne (Nellis, Alexiou 2012).

 

Wykres 2. Inflacja na peryferiach UE

Źródło: Ifo-Institut w Monachium, 2012

 

Wykres 2 pokazuje wzrost poziomu cen w latach 1995-2009, który najsilniej ujawnił się w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Irlandii i Włoszech. W tych krajach występował wówczas bardzo szybki wzrost gospodarczy napędzany głównie kredytem. W latach 1995-2009 realne PKB zwiększyło się w Irlandii o 105%, w Grecji o 55,6%, w Hiszpanii o 50,2%. I na odwrót: w Niemczech, gdzie wzrost poziomu cen był najmniejszy, realny wzrost gospodarczy w okresie 1995-2009 wyniósł jedynie 16,2%.

W artykule „Co mogą zrobić Hiszpanie“ (2008) laureat nagrody Nobla Paul Krugman pisze: „Potrzebują oni większej konkurencyjności, ale nie mogą zdewaluować swojej waluty, bo mają euro. Dlatego jedyną alternatywą jest obniżanie płac, co jest niesłychanie trudne (a dla dłużników rodzi dodatkowe problemy). Wbrew temu, co jeszcze kilka tygodni temu mówili prawie wszyscy, członkostwo w strefie euro nie uodparnia na kryzysy finansowe. W przypadku Hiszpanii (a także Włoch, Irlandii i Grecji) euro może właściwie jeszcze dodatkowo pogorszyć sytuację“ (cyt. w Kohout 2010: 123).

Gospodarka Irlandii najbardziej potrzebowałaby dziś dewaluacji, ale nie jest ona możliwa (Ryan 2011). Nie da się opuścić strefy euro. Z prawnego punktu widzenia jest to wprawdzie możliwe, ale krok taki oznaczałby dla gospodarki prawdopodobnie więcej problemów niż rozwiązań. Nawet jeżeli pominiemy negatywny wpływ na wizerunek kraju i obawy o przyszłą stabilność pieniądza, to rezygnacja z euro i dewaluacja staro-nowej waluty narodowej oznaczałaby natychmiastowy wzrost wartości zobowiązań denominowanych w euro. Innymi słowy, dług państwowy dosłownie w ciągu jednej nocy zwiększyłby się o dziesięć, dwadzieścia, albo i więcej procent. A przecież dotyczy to nie tylko długu państwowego, ale i zadłużenia prywatnego.

Problemy może powodować nie tylko członkostwo w strefie euro, ale również powiązanie waluty narodowej z euro. Łotwa aż do roku 2007 doświadczała ogromnego napływu kapitału, który podniósł ceny nieruchomości do poziomu Berlina. Rwące strumienie kapitału wywindowały ceny mieszkań i domów do wyżyn astronomicznych. Towarzyszyło temu zjawisko znane już z Hiszpanii i Irlandii – ekspansja kredytowa, szczególnie kredytów hipotecznych. Przy tym nie szło tylko o inflację na rynku nieruchomości. Trwałe powiązanie łata z euro doprowadziło bowiem do wzrostu wskaźnika cen konsumpcyjnych (CPI) w lecie 2008 o 17%.

A potem przyszło otrzeźwienie, takie samo jak w peryferyjnych krajach strefy euro. Ceny mieszkań w Rydze spadły od połowy roku 2007 do początku roku 2009 o 56%. W drugim półroczu łotewska gospodarka skurczyła się o 9%. W roku 2009 w wielu wymiarach jej stan przypominał okres Wielkiej Depresji lat 30-tych XX w. Wielu Irlandczyków, Hiszpanów i Włochów, a możliwe, że i przedstawicieli innych narodów, zaczęło żałować członkostwa w strefie euro (Kohout 2010).

Szefowie łotewskiego banku centralnego nie dopuścili jednak do siebie nawet cienia wątpliwości w sprawie reżimu walutowego, do którego w roku 2000 dopłaciła Argentyna, w roku 1998 Rosja, w roku 1997 Tajlandia, Malezja, Korea, Filipiny i Czechy. Trwała kotwica walutowa ma tę wadę, że pozbawia bank centralny kontroli nad wielkością ilości pieniądza w gospodarce. Dopóki jego poziom rośnie, nikomu to nie przeszkadza, przynajmniej na początku (Eichengreen 2011).

Inflacja cen konsumpcyjnych na Łotwie w okresie 2007-2008 wahała się między 7 a 10%. Jednak poziom płac w tym samym okresie wzrósł o 51%! Płace w sektorze publicznym wzrosły nawet o zapierające dech w piersiach 61%. Pojawiła się inflacja kredytów: od przywiązania łata do euro do początku kryzysu w październiku 2008 r. wielkość kredytów udzielonych przedsiębiorcom wzrosła o 143%, a suma kredytów hipotecznych nawet o 448%. Spekulanci z rynku nieruchomości cieszyli się z wybuchowego wręcz wzrostu cen nieruchomości (Kohout 2010).

Twarde lądowanie gospodarek krajów bałtyckich nie było spowodowane złą polityką budżetową. Przeciwnie, ekonomie tych krajów stawiano jako wzór dobrego gospodarowania. Kryzys spowodował jeden czynnik, mianowicie bańka kredytowa napompowana przywiązaniem waluty do euro. Jakby historia ciągle za mało nauczyła ekonomistów i polityków, że trwała „kotwica“ kursu walutowego jest rozwiązaniem skrajnie niebezpiecznym (Feldstein 1997b).

„Od irlandzkiego Dublina po greckie Ateny, od hiszpańskiego Madrytu po łotewską Rygę, Europa jest zamknięta w żelaznym pancerzu wspólnej waluty. Wcześniejsze nadzieje nie spełniły się. Wspólna waluta w niesłychanym stopniu wzmocniła napływ strumieni kapitału spekulacyjnego i przyczyniła się do kryzysu finansowego, a w wielu krajach wytworzyła brak równowagi makroekonomicznej o niebywałych rozmiarach“ (Kohout 2010: 125).

Bagus (2011) argumentuje, że strefa euro jest szczególnym przypadkiem znanej z teorii racjonalnego wyboru sytuacji „tragedii wspólnego pastwiska“. Występuje ona wtedy, gdy wspólne posiadanie jakiejś własności powoduje skłonność do jej nadmiernej eksploatacji i stopniowego wyczerpywania się. Euro zagrożone jest bowiem przez kraje członkowskie, które próbują finansować swoje budżety przy pomocy rozległego deficytu i przerzucać jego koszt na pozostałych członków unii walutowej. Strefa euro ma więc wbudowaną skłonność do utraty siły nabywczej, co może przekształcić się w jej pełny upadek.

W lutym 2012 r. ECB oznajmił, że wprowadzi do systemu finansowego aż bilion nowych euro. ECB oferuje bankom komercyjnym trzyletnią pożyczkę oprocentowaną na 1 proc., przy czym jej zabezpieczeniem mogą być nawet gorszej jakości obligacje Hiszpanii i Włoch, czy hipoteki. Pozytywne skutki tego działania będą jedynie krótkotrwałe. W ostatecznym rozrachunku pożyczka ta może się okazać zatrutym jabłkiem. Łatwe pieniądze pobudzą inflację i osłabią starania rządów o rozwiązanie palących problemów budżetowych.

Kryzys grecki

Grecja jest niewypłacalna i nie chodzi tu o odległą teoretyczną groźbę. W roku 2008 dług Grecji wynosił 99% PKB. W roku 2011 wzrósł do 142% PKB. Rząd zmuszony jest do prowadzenia polityki drastycznych cięć budżetowych, a rynki finansowe nie chcą już kupować nowych obligacji Grecji. A wadą długu państwowego jest to, że musi się go często rolować, to znaczy, obligacje, którym zbliża się termin wykupu muszą być zastępowane nowymi emisjami (Kouretas, Vlamis 2010).

Pojawiło się więc ryzyko nadużycia o posmaku hazardu: skoro Grecja jest członkiem strefy euro, to przecież nie pozwoli się jej upaść. Obstawianie rozwiązań opartych na takim założeniu początkowo sprawdzało się: ECB pożyczył greckim bankom komercyjnym 40 miliardów euro na 1 procent rocznie. Optymiści mówią więc, że gdyby nie członkostwo w strefie euro Grecja już by upadła. Realiści wtrącają, że gdyby nie udział w projekcie euro, kryzys finansowy mógłby Grecji w ogóle nie dotknąć (Pavoncello 2011).

Euro jest bowiem dla greckiej gospodarki zbyt twardą walutą. Kraj ten potrzebowałby waluty tańszej, która umożliwiłaby zrównoważenie bilansu handlowego i płatniczego. Deficyt bilansu handlowego Grecji osiągnął w 2009 r. poziom 14,5% PKB, a bieżącego bilansu płatniczego był tylko trochę lepszy - 12,5% PKB. Grecja pod ciężarem silnego euro coraz bardziej marnieje. Potrzebowałaby osłabienia waluty, podobnie jak Turcja, której pomogła deprecjacja jej liry w czasie recesji. W ramach strefy euro nie jest to jednak możliwe (Marsh 2009).

Powyższe wydarzenia miały miejsce mimo istnienia mechanizmu wczesnego ostrzegania. W Grecji, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych, na Łotwie i w pozostałych krajach dotkniętych kryzysem finansowym pierwotną przyczyną problemów był zbyt szybki przyrost kredytów udzielanych przez banki. Coroczny dwucyfrowy przyrost sumy kredytów i pieniądza w obiegu jest dla gospodarki sygnałem gorączki. Banki centralne nie chcą jednak na nią reagować, gdyż większa część społeczeństwa odczuwa przyjemne ciepło (Kohout 2010).

 

Wykres 3. Najwięksi dłużnicy w UE (dług publiczny w stosunku do PKB w 2010 r. w proc)

Źródło: Eurostat 2011

W lipcu 2011 r. szefowie państw strefy euro ogłosili plan, zgodnie z którym nadmiernie już zadłużona Grecja oprócz dotychczasowych 110  miliardów dostanie kolejne 110 miliardów euro w formie tanich pożyczek z europejskiego funduszu ratunkowego i umorzenia części długów przez inwestorów prywatnych. Prywatni właściciele greckich obligacji państwowych dobrowolnie zrzekli się 21% wartości tych inwestycji, a równocześnie wydłużono okres ich spłaty do trzydziestu lat.

W październiku 2011 r. UE zdecydowała o dokapitalizowaniu banków europejskich (współczynnik kapitał do aktywów podniesiono do 9%) i wzmocnieniu potencjału kredytowego europejskiego funduszu ratunkowego do sumy biliona euro. Ustalono też, że banki umorzą połowę greckich długów, dzięki czemu dług Aten obniży się o 100 mld euro. Grecja stała się więc faktycznie bankrutem. Z ustaleniami tymi zgadza się i ECB, i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, i Komisja Europejska.

W lutym 2012 r. UE udzieliła Grecji pożyczki w wysokości 130 mld EUR do roku 2014 z Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF). Ta kwota nie tylko przekracza wcześniejszą pomoc otrzymaną przez Grecję w maju 2010 r. (110 mld EUR), ale i wspomnianą wyżej dobrowolną redukcję długu greckiego. Tym razem prywatni właściciele zgodzili się skreślić 70% wartości greckich wierzytelności. Natomiast ECB planuje zmniejszyć dług Grecji o kwotę nie wyższą niż 50 mld euro.

Tak często dyskutowana synchronizacja cyklu gospodarczego w poszczególnych krajach strefy, czy też jej brak, w przypadku obecnego kryzysu nie okazała się być problemem. Przeciwnie, asynchroniczność cyklów była koniec końców zaletą, gdyż w sytuacji, kiedy Niemcy pogrążyły się w recesji, reszta Europy nie, a zatem niesłabnący niemiecki eksport mógł  pomóc całej gospodarce. Gdy cała Europa równocześnie popadnie w recesję sytuacja tutejszych eksporterów stanie się krytyczna i trudna do rozwiązania (Karras 2011).

Obecny stan gospodarki Grecji, Hiszpanii, Portugalii i Irlandii wskazuje na długoterminowy i bardziej ogólny problem niejednorodności ekonomicznej strefy euro (Tomšík 2011). Zyski z obligacji rządowych Grecji, Hiszpanii, Portugalii czy Irlandii stały się na tyle wysokie, że Bruksela była zmuszona udzielić pomocy w postaci pakietów pomocowych. ECB rozpaczliwie nadal kupuje obligacje krajów z południowej rubieży strefy euro.

Wewnętrzne napięcie w strefie euro

W marcu 2011 r. również Portugalia poprosiła o pomoc finansową w związku z kryzysem zadłużeniowym. Portugalia stała się więc po Grecji i Irlandii trzecim krajem strefy euro, które przed groźbą niewypłacalności chce bronić się przy użyciu zagranicznych kredytów pomocowych. Agonia Portugalii (a wcześniej Grecji i Irlandii) oraz horrendalne odsetki, które płaci ona za swoje długi, powinna prowadzić do stworzenia reguł kontrolowanego bankructwa, czy restrukturyzacji długów strefy euro.

Bankructwo państwa nie jest przy tym niczym niezwykłym z perspektywy historii. Chociaż Australia, Francja, Wielka Brytania, USA, Kanada, czy Korea Płd. nie doświadczyły niewypłacalności, to po 1800 r. przydarzyło się to Włochom raz, a Portugalii aż sześć razy (stan bankructwa to z grubsza 10% jej najnowszej historii). Hiszpania jedną czwartą z ostatnich dwustu lat była niewypłacalna bankrutując trzynastokrotnie. Grecja bankrutowała sześć razy, ale swoich długów nie spłacała przez ponad sto lat w ciągu ostatnich dwóch wieków.

Chociaż Czechy nie są członkiem strefy euro będą mieć udział w stratach wynikających z działania mechanizmu pomocowego dopóki zobowiązania Portugalii i Irlandii nie zostaną spłacone. W przypadku bankructwa Portugalii, Czechy mogłyby stracić około 6,2 mld koron. Wraz z poręczeniami dla Irlandii potencjalne zobowiązania rządu w Pradze wypływające z czeskiego udziału w zwalczaniu kryzysu zadłużeniowego zbliżają się do 13 miliardów koron (Hospodářské Noviny 5.5.2011).

 

Wykres 4. Największe deficyty budżetowe w UE

Źródło: OECD, 2012

Największym problemem euro jest zróżnicowanie zdolności konkurencyjnej poszczególnych gospodarek strefy. W strefę euro wpisane jest wewnętrzne napięcie, którego nie da się usunąć polityką walutową, czy budżetową. Jest ono wynikiem różnych dróg rozwoju historycznego, zróżnicowanym środowiskiem prowadzenia działalności gospodarczej, różnicami w kulturze i wykształceniu. To te czynniki decydują o zdolności konkurencyjnej i z perspektywy krótkoterminowej nie da się na nie wpływać (Ferguson, Kotlikoff 2000).

Po upływie ponad dziesięciu lat istnienia wspólnego pieniądza nie ma ani jednego kraju, którego mieszkańcy mogliby stwierdzić: „tak, na euro świetnie zarobiliśmy“. Grecji euro pomogło na kilka lat założyć maskę stabilnej gospodarki, co umożliwiło popadanie w długi w jeszcze większym stopniu. Bez euro kraj ten również by zbankrutował, ale wcześniej, mniejszym kosztem, a przede wszystkim dało by się zdewaluować walutę, a zatem pobudzić eksport i przyciągnąć turystów (Marsh 2009).

Dopóki politycy europejscy nie podejdą do problemu euro w sposób odpowiedzialny, dopóty pomoc obiecana zadłużonym krajom będzie tylko pierwszym krokiem na ścieżce wzmacniania ryzyka nadużycia w sferze fiskalne w ramach strefy euro i całej Unii. Ceną za to będzie długotrwała stagnacja gospodarcza dotykająca wszystkie kraje UE a prędzej, czy później kryzys kursowy spowodowany wzrostem inflacji. Strefa euro już nie jest tym, czym jeszcze do niedawna była, czy raczej wydawała się być (Singer 2010).

„Euro jest jak budynek z cegły, którego fundamenty oparte są w połowie na granicie, a w połowie na ile, czy glinie. Taka konstrukcja nigdy nie będzie naprawdę stabilna. Na początku budowniczy może być dumny, ale z czasem zaczną się pojawiać rysy. Im więcej czasu upłynie, tym więcej ich będzie i staną się coraz głębsze. Strefa euro zawierała podobną wadę konstrukcyjną od samego początku. Wtedy umysłami rządziła irracjonalna nadzieja, że glina jakimś cudem przemieni się w granit. Nic takiego oczywiście się nie stało“ (Kohout 2010: 127).

Euro a kraje Europy środkowej i wschodniej

Wielu ludzi z krajów Europy środkowej i wschodniej wyczekuje euro. Spodziewają się, że jego stabilność, ograniczenie ryzyka kursowego, czy wiarygodna polityka walutowa przyniesie im zyski. Nie widzą oni drugiej strony tego medalu, chociaż więcej niż oczywiste jest, że kraje przechodzące transformację potrzebują maksymalnej elastyczności i nie powinny wprowadzać żadnych sztucznych usztywniaczy gospodarki (Klaus 2004).

Kraje Europy środkowej i wschodniej z powodów politycznych nie powinny postępować wbrew własnym interesom ekonomicznym. Podstawowym kosztem w procesie przyjmowania euro dla tych krajów będzie utrata niezależnej polityki walutowej. Dla transformującej się gospodarki z przebiegającymi w niej burzliwymi zmianami strukturalnymi i dla kraju o niższym poziomie rozwoju gospodarczego powinna być ona bez wątpienia inna niż  polityka walutowa odpowiednia dla stabilnych państw członkowskich UE na zachód od nas. Nie ma racjonalnego ekonomicznego powodu, by kraje Europy środkowej miały taką samą stopę procentową jak Niemcy, czy Francja (Sarrazin 2012).

Gospodarki transformujące się podlegają trwałemu procesowi realnej aprecjacji waluty i w ramach sztywnego kursu waluty nie ma sposobu, by osiągnąć kryteria z Maastricht dotyczące inflacji i stóp procentowych. Istnieje więc niebezpieczeństwo, że kurs zostanie trwale ustalony na poziomie nie odpowiadającym wartości waluty w dłuższej perspektywie, gdyż proces konwergencji gospodarek środkowoeuropejskich w chwili wejścia do strefy euro nie będzie jeszcze zakończony. Rezultatem będzie kurs na nieodpowiednim poziomie.

Zbliżanie się naszego poziomu cen do krajów bardziej rozwiniętych, na przykład do średniej krajów strefy euro może przebiegać na dwa sposoby. Pierwszy to wzmacnianie się korony, które podnosi cenę naszych towarów i usług dla klientów zagranicznych, ale my nie odczuwamy tych zmian jako podwyżek. Druga droga to zróżnicowanie stopy inflacji, gdy u nas jest ona wyższa, niż w eurolandzie. Inflacja podnosi cenę wszystkich naszych towarów nie tylko dla zagranicy, ale i dla nas (Janáčková 2010).

W Słowenii, która wstąpiła do strefy euro w styczniu 2007 r. inflacja wzrosła z 1,6% przed przystąpieniem do 5,7% pod koniec pierwszego roku członkostwa i 6,9% v marcu 2008 r. Kraj ten miał najwyższą inflację w całej strefie i to mimo faktu, że jego relatywny poziom cen w momencie wstąpienia zbliżał się do 80% średniej eurolandu (Klaus 2008). Bez wątpienia długookresowe różnice w wysokości inflacji mają wpływ na stan realnej gospodarki.

Zaraz po przyjęciu euro konwergencja straciwszy możliwość popłynięcia kanałem wzrostu wartości korony podniosłaby poziom naszej inflacji (niektóre szacunki Rady Czeskiego Banku Narodowego mówią o możliwym wzroście inflacji aż o 3,5-4 punkty procentowe), co nie daje się długoterminowo pogodzić ze spełnianiem kryteriów z Maastricht. To samo dotyczy również innych krajów środkowoeuropejskich, które mają niski relatywny poziom cen (Janáčková 2010).

Kraje Europy środkowej i wschodniej nie powinny wstępować do strefy euro dopóki nie rozwiąże ona swoich problemów fiskalnych, zanim nie zacznie przejawiać większego potencjału wzrostu, zanim nie zmniejszy się różnica w relatywnym poziomie cen (aby po przystąpieniu nie groził nam wzrost inflacji na skutek usztywnienia kursu waluty), zanim strefa euro nie stanie się optymalną przestrzenią walutową i zanim nie upewnimy się w jakim kierunku będzie ona zmierzała w przyszłości.

Sztywność unii walutowej i narastająca wrodzona nierównowaga makroekonomiczna będzie blokowała realną konwergencję i stworzy „gospodarki transferowe“, jak to się stało z Niemcami wschodnimi po zjednoczeniu, które jednak będą musiały przetrwać bez wysokich transferów fiskalnych, gdyż dziś Unia ich nie oferuje. Kraje transformujące się nie mają więc powodu spieszyć się do strefy euro (Klaus 2004).

Janáčková (2008) argumentuje, że euroland nas wcale nie chce i nie życzy sobie żadnego bardzie licznego rozszerzenia. Ani kraje strefy, ani ECB nie są zainteresowane włączeniem do euro biedniejszych krajów, które ciągle znajdują się w fazie nadrabiania zaległości. Oprócz Grecji, która przystąpiła w roku 2001, udało się to potem tylko Słowenii, Słowacji i Estonii.

Już Litwa zderzyła się z tym stanowiskiem, gdy nie spełniła kryterium inflacji o 0,07%, wartość dużo poniżej granicy błędu statystycznego. Europejskiemu Bankowi Centralnemu dało to wyczekiwany pretekst do odrzucenia wniosku Litwy. Potem, niemniej jednak, okazało się, że kraj ten rzeczywiście nie był w stanie długookresowo utrzymać niskiej inflacji i wkrótce osiągnęła ona poziom aż 10%.

„Europejski Bank Centralny ma rację twierdząc, że po przyjęciu euro nasza stopa inflacji sprzed przystąpienia byłaby nie do utrzymania. Dowodzą tego również doświadczenia połowy krajów strefy euro, tych z szybszym wzrostem, odrabiających zaległości, które przed powstaniem wspólnej waluty spełniały wprawdzie kryterium niskiej inflacji, ale gdy znalazły się w strefie przestały je wypełniać. Oczekiwać od nas gwarancji jego długookresowego spełniania w takiej sytuacji wydaje się absurdalne“ (Janáčková 2008: 6).

Kryzys zadłużenia

Kryzys strefy euro pokazał, że sam fakt, iż w jakimś kraju płaci się tą walutą nie mówi zbyt wiele o jakości jego polityki gospodarczej, stopniu braku równowagi w gospodarce, czy długookresowej konkurencyjności. Ta konstatacja uchodząca dawniej za heretycką, czy dysydencką, dziś w istocie przyjmowana jest jako stwierdzenie trywialne. Można tylko zadać pytanie, dlaczego zawsze musimy najpierw poobijać się, żeby rzeczy widoczne już przed upadkiem zostały powszechnie przyjęte (Hampl 2010).

Euro przyniosło obniżenie niektórych kosztów transakcyjnych (np. zyski banków na Słowacji po wprowadzeniu euro spadły częściowo właśnie za sprawą  wspólnej waluty), przede wszystkim jednak dało niższą i w mniejszym stopniu niestabilną stopę inflacji. Nie jest to jednak wielki zysk dla tych, którym udało się osiągnąć niską i stabilną inflację i bez wspólnej waluty a przy tym nie stracić takiego narzędzia adaptacyjnego jakim jest polityka walutowa i kursu waluty jako dodatkowego rynkowego bata na własną gospodarkę (Sinn 2010).

Reguły dotyczące deficytu budżetowego jeszcze przed wprowadzeniem euro były słusznie krytykowane jako bardzo niebezpieczna kombinacja nieelastycznych norm bez wystarczająco silnego mechanizmu wymuszania ich przestrzegania. Niemniej jednak przeforsowano je, przede wszystkim z woli Niemiec, które nie chciały porzucić silnej marki na rzecz waluty słabszej. Ironią losu to właśnie Niemcy, wraz z Francją, są dziś tymi krajami, którym reguły te udało się bezkarnie ignorować (Singer 2004).

Punktem wyjścia kryteriów z Maastricht była refleksja, że kraje unii walutowej powinny mieć uporządkowane finanse publiczne, a ich stopy inflacji nie powinny się zbytnio różnić. Dyscyplina budżetowa i konwergencja poziomów inflacji to niezbędne warunki, by wspólna polityka walutowa była korzystna dla grupy krajów. Pytanie więc brzmi, czy rozsądne jest wstępowanie do unii walutowej, której członkowie nie potrafią spełnić tych warunków (Janáčková 2010).

Alarmujące jest, że wewnątrz eurolandu przestano przestrzegać kryteriów z Maastricht, przepisanych do Paktu Stabilności i Wzrostu. Powtarzające się trudności z utrzymaniem dopuszczalnego deficytu finansów publicznych w ostatnich latach miały wielkie państwa unii – Niemcy, Francja, Włochy. Kraje te wymusiły takie poprawki Paktu, że niektórzy analitycy mówili o tym, że dokument ten jest martwy (Wittmann 2011).

Teoria ekonomii już od dawna zadaje pytanie, czy może sprawnie działać unia walutowa bez unii fiskalnej. W tym zakresie Republika Czeska ma cenne doświadczenie. Po rozpadzie Czechosłowacji i wstrzymaniu transferów fiskalnych unię walutową między Czechami i Słowacją udało się utrzymać  tylko pięć tygodni. Jak długo wytrzyma strefa euro to poruszające pytanie, które stawia każdy racjonalnie myślący ekonomista (Slaný 2010).

 

Wykres 5. Strukturalny deficyt w krajach UE (jako odsetek PKB) w 2011 r.

Źródło: Komisja Europejska, 2012

„Strefie euro grozi, że za sprawą wad konstrukcyjnych stanie ona przed wyborem, czy chce być nie całkiem działającą federacją, czy nie całkiem działającą strefą walutową. Wybór ten jest jednak na tyle trudny, że nie da się wykluczyć trzeciego wyjścia, typowo europejskiego: wiele słów, udawanie, że rozwiązuje się fundamentalny problem, a w istocie tylko próbuje się kupić czas. W rutynowym eurożargonie mówi się o tym „przebijanie się“. Chociaż jest to ścieżka pozbawiona realizmu, jest też najdroższa“ (Hampl 2010: 2).

W grudniu 2011 r. prezydent Nicolas Sarkozy stwierdził, że niebezpieczeństwo rozpadu strefy euro nigdy nie było większe. Kanclerz Niemiec Angela Merkel przyznała, że euro nie jest wiarygodne. Przeforsowano nową umowę, która przynosi automatyczne sankcje za naruszanie dyscypliny budżetowej, prawne umocowanie nowych reguł fiskalnych i zabezpieczeń przed do zadłużaniem oraz stały mechanizm pomocowy - Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (ESM). Wielka Brytania, a z nią i Czechy, nie przystąpiły jednak do tego traktatu. Krajom tym nie podoba się wejście na drogę do unii fiskalnej, czyli wspólne recenzowanie budżetów państw i koordynacja polityk gospodarczych.

Według nowego europejskiego traktatu fiskalnego strukturalny deficyt budżetowy nie może przekraczać 0,5% nominalnego PKB rocznie. Tylko w wyjątkowych przypadkach (np. w okresie kryzysu gospodarczego) można tę regułę obejść. Nad wykonaniem przepisów ma czuwać Trybunał Sprawiedliwości UE, a kto się nie podporządkuje nie dostanie pieniędzy z funduszy europejskich. Budżety państw, zgodnie z Traktatem Fiskalnym, będą podlegać zatwierdzeniu Brukseli. Klauzule określające maksymalny poziom zadłużenia państwa do konstytucji wpisało już kilka krajów: Niemcy, Austria, Hiszpania, Estonia, Polska i Słowacja.

Problemem powyższych reguł jest jednak to, że deficyt na poziomie 0,5% PKB niektórzy będą rozumieć nie jako granicę, ale jako cel, do osiągnięcia, którego traktat wzywa. W dodatku, problemem dużej części krajów posługujących się euro nie jest chwilowy deficyt, ale wielkość długu państwowego. Przyjęte rozwiązania są w dużej mierze powtórzeniem kryteriów z Maastricht, których nikt nie dotrzymywał. Nowością ma się stać ich większa egzekwowalność. Sankcje za nieprzestrzeganie nie będą już bowiem uchwalane przez pozostałe kraje członkowskie, ale mają być stosowane automatycznie. Kraje członkowskie mogą jednak zdecydować o ich darowaniu, co nie jest stanem aż tak bardzo różniącym się od obecnego.

Zakończenie

Strefa euro powstała nie jako optymalna strefa walutowa, w zgodzie z teorią ekonomii, ale w oparciu o polityczne priorytety jako związek gospodarek, które na pewno nie były w pełni kompatybilne, ale postawiono je na wspólnej linii startowej za sprawą (często fikcyjnych) kryteriów z Maastricht. Funkcjonowanie wspólnej waluty nie doprowadziło do konwergencji rozwoju gospodarek eurolandu, ale przeciwnie do ich większego zróżnicowania (Weigl 2010).

Trzynaście lat działania strefy euro doprowadziło do tego, że drogi rozwoju ekonomicznego zaczęły się rozchodzić, a „kaftan bezpieczeństwa” w postaci wspólnej waluty zaczął poszczególne kraje członkowskie dusić coraz odczuwalniej. Dopóki trwała „dobra pogoda” widoczne problemy nie pojawiały się. Jednak gdy nadeszła „zła pogoda” w postaci kryzysu gospodarczego i finansowego niejednorodność strefy euro ujawniła się w sposób bardziej niż wyraźny (Klaus 2010).

W istnienie wspólnej waluty jako wspólnego elementu Unii Europejskiej zainwestowano tyle kapitału politycznego, że w najbliższym czasie najprawdopodobniej projekt ten nie zostanie zarzucony. Będzie kontynuowany za ogromną cenę marnego wzrostu gospodarczego albo i stagnacji, którą zapłacą obywatele państw strefy. Relatywne osłabienie efektywności gospodarczej Europy będzie widoczne zwłaszcza w porównaniu z dynamicznym rozwojem w innych częściach świata.

Literatura:

Bagus, P., The Tragedy of the Euro, „The Independent Review“ 15 (2011), nr 4, s. 563-576.

Bohn, F.; Jong de, E., The 2010 Crisis Stand-off between France and Germany, „International Economics and Economic Policy“ 8 (2011),  1, s. 7-14.

Coenen, G.; Straub, R.; Trabant, M., Fiscal Policy and the Great Recession in the Euro Area, „American Economic Review“ 102 (2012), nr 3, s. 71-76.

Eichengreen, B., The Euro’s Never-Ending Crisis, Current History 110 (2011), nr 734, s. 91-96.

Ferguson, N.; Kotlikoff, L., The Degeneration of EMU, „Foreign Affairs”, March/April 2000, s. 110-121.

Feldstein, M., EMU and International Conflict, „Foreign Affairs”, November/December 1997a, s. 60-67.

Feldstein, M., The Political Economy of the European Economic and Monetary Union, Political Sources of an Economic Liability, „Journal of Economic Perspectives” 11 (1997b), nr 4, s. 23-42.

Friedman, M., The Case for Flexible Exchange Rates, w: Friedman, M., Essays in Positive Economics, Chicago - London, The University of Chicago Press 1970, s. 157-203.

Hampl, M., Osm poznámek na okraj krize eurozóny, „Newsletter CEP” nr 7/2010.

Janáčková, S., Krize eurozóny a dluhová krize vyspělého světa, Praha, Centrum pro ekonomiku a politiku 2010.

Janáčková, S., Přijetí eura není na pořadu dne, „Newsletter CEP” nr 4/2008.

Jones, E., The Euro and the Financial Crisis, „Survival” 51 (2009), nr 2, s. 41-54.

Mundell, R., A Theory of Optimum Currency Areas, „American Economic Review” 1961, s. 657-665.

Mundell, R., The Euro as a Stabilizer in the International Monetary System, European Conference Center, Luxemburg, grudzień 1998.

Karras, G., From Hero to Zero? The Role of the Euro in the Current Crisis, „International Advances in Economic Research” 17 (2011), nr 3, s. 300-314.

Klaus, V., Euro a jeho budoucnost – pohled z budoucí členské země, „Newsletter CEP” nr 1/2004.

Klaus, V., Deset let eura – kdo má důvod oslavovat? „Newsletter CEP” nr 7/2008.

Klaus, V., Kdy zkrachuje eurozóna? „Newsletter CEP” nr 6/2010.

Kohout, P., Finance po krizi, Praha, Grada 2010.

Kouretas, G. P.; Vlamis, P., The Greek Crisis – Causes and Implications, „Panoeconomicus” 57(2010), nr 4, s. 391-404.

Loužek, M., Krize eurozóny, „Vedecký obzor/Scientific Horizon” 4 (2012), nr 1, s. 46-65.

Mach, P., Hospodářská a měnová unie je nevýhodná, „Sborník CEP” nr 62/2007, s. 45-50.

Marsh, D., The Euro – the Politics of the New World Currency, New Haven, Conn., Yale University Press 2009.

Nellis, J.; Alexiou, C., Is the Euro a Defunct Currency? „International Journal of Economics and Financial Issues” 2 (2012), nr 3, s. 296-303.

Pavoncello, F., One For All, All for One. The Euro in Crisis, „World Affairs” 174 (2011), nr 1, s. 59-70.

Pinera, J., Will the Pension Time Bomb Sink the Euro? „CATO Journal” 24 (2004), nr 1, s. 45-50.

Prokopijevic, M., Euro Crisis, Panoeconomicus 57 (2010), nr 3, s. 369-384.

Ryan, C., The Euro Crisis and Crisis Management. Big Lessons from a Small Island, „International Economics and Economic Policy” 8 (2011), nr 1, s. 31-43.

Sarrazin, T., Europa braucht den Euro nicht, München, Deutsche Verlags-Anstalt 2012.

Singer, M., Bude výhodné přijmout euro? „Newsletter CEP” nr 9/2004.

Singer, M., Co znamená řecká krize pro eurozónu a pro nás, „Newsletter CEP” nr 6/2010.

Sinn, H.-W., Euro-Krise, Die Bedeutung des Gewährleistungsgesetzes für Deutschland und Europa, „Ifo Schnelldienst” 63 (10), 2010, s. 3-9.

Slaný, M. (ed.), Autoři CEPu o euru, Praha, Centrum pro ekonomiku a politiku 2010.

Tomšík, V., Ekonomie a zdravý rozum, Praha, Fragment 2011.

Weigl, J., O euru a jeho problémech mluvme vážně, „Newsletter CEP” nr 6/2010.

Welfens, P., From the Transatlantic Banking Crisis to the Euro Crisis? „International Economics and Economic Policy” 8 (2011), nr 1, s. 15-29.

Wittmann, W., Von der Finanzkrise zur Schuldenkrise, „Jahrbuch für Wirtschaftswissenschaften” 62 (2011), s. 40-55.

Marek Loužek pracuje na Uniwersytecie Karola i w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Pradze, dyrektor ds. wydawniczych think-tanku Centrum pro Ekonomiku a Politiku, którego jednym z założycieli był Václav Klaus.

 


Start Marek Loužek, "Kryzys strefy euro"