SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Wojciech Jakóbik, "Chiny mają za dużo pieniędzy a od przybytku głowa jednak czasem boli"

Wojciech Jakóbik, "Chiny mają za dużo pieniędzy a od przybytku głowa jednak czasem boli"

Email Drukuj PDF

Wielkie zakupy na jakie Chińczycy wybrali się w różne zakątki świata, w tym do Europy, są możliwe ponieważ Państwo Środka posiada największe rezerwy finansowe na globie. Według części komentatorów ten fakt może przemienić się z największej zalety chińskiej gospodarki w największe jej obciążenie.

Chiński wzrost gospodarczy spowalnia[1]. Rząd w Pekinie zamierza zamienić dotychczasowy motor napędu, na który składały się produkcja, inwestycje infrastrukturalne i eksport, na nowy – konsumpcję i rozwój sektora usług. To, czy uda mu się osiągnąć sukces, jest ważne z punktu widzenia globalnego, ponieważ sytuacja na chińskim rynku wpływa na światową ekonomię w sposób drastyczny. Spowolnienie gospodarcze w Państwie Środka jest odczuwalne na rynku żelaza, którego cena znacząco spadła wraz ze spadkiem zapotrzebowania chińskiego, podobnie jest na rynku miedzi.

Specjaliści Goldman Sachs przekonują jednak, że wzmaganie wewnętrznej konsumpcji w Chinach do tej pory kończyło się niepowodzeniem a udział gospodarstw domowych w konsumpcji nie rósł. Spowolnienie urbanizacji w Państwie Środka ma według nich przełożyć się na spadek zużycia surowców około 2025 roku wraz ze spowolnieniem imigracji do miast. Stanie się to w miarę jak Chiny będą się zmieniać w państwo rozwinięte i nieuchronnie wygaszą galopujący dziś wzrost gospodarczy. Nie pomogą tu wielkie projekty rządowe mające go utrzymać. Inwestycje państwowe nie zagwarantują wzrostu realnej, a zatem tej codziennej, obywatelskiej konsumpcji niezbędnego dla przestawienia chińskiej gospodarki na nowy model.

W pierwszym kwartale 2012 roku PKB Chin wzrosło analogicznie do podobnego okresu w zeszłym roku o 8,1 procent. W ostatnim kwartale zeszłego roku ta wartość wyniosła 8,9 procent a dla całego roku 2011 9,2 procent[2]. A zatem gospodarka chińska zwalnia. Światowe banki liczą na utrzymanie wzrostu gospodarczego w Chinach jako ostatniego stymulanta dla ekonomii międzynarodowej. Chodzi tu o falę inwestycji chińskich jaka nastąpiła w obliczu kryzysu gospodarczego zapoczątkowanego w 2008 roku. Zachód liczy na nowe zastrzyki gotówki. Agencja Xinhua podkreśla jednak, że w nadchodzących latach chińskie banki nie będą już tak chętnie udzielały pożyczek w obawie przed napędzeniem inflacji, która hamowałaby konsumpcję wewnętrzną. Zagrożeniem dla chińskiej gospodarki są również bariery inwestycyjne z powodu których 22 procent ankietowanych przez Izbę Handlową Unii Europejskiej zamierza wycofać swój wkład z Państwa Środka.

Derek Scissors z Heritage Foundation uważa, że w wymiarze krótkofalowym stymulowanie gospodarki przez Pekin przyniesie pożądane efekty, ale długofalowo jedynie pogłębi problemy[3]. Według niego historia ekonomii pokazuje, że okresy tak wielkiej płynności, jaką można obserwować dziś w Chinach zawsze poprzedzały stagnację. Pompowanie kolejnych pieniędzy mających zwiększyć konsumpcję nie może trwać wiecznie. Zastąpić je musi wewnętrzna konsumpcja niezależna od polityki gospodarczej Pekinu. Ale póki co nie zastępuje. Dlatego też Scissors nawołuje do reformy finansowej w Chinach. Według niego jedynie liberalizacja zależnej obecnie od Partii bankowości i uwolnienie Juana zapewni trwały wzrost gospodarczy, którego nie będzie musiał sztucznie wzmagać żaden plan pięcioletni. Ten sam publicysta uważa również, że ma to wielkie znaczenie dla gospodarki USA, którą finansują Chiny kupując na potęgę pośrednio i bezpośrednio papiery wartościowe z amerykańskiego skarbca. Wartość papierów w dyspozycji Pekinu według różnych szacunków, których wiarygodność trudno potwierdzić, wynosi do 2 trylionów dolarów[4]. Koniec chińskich inwestycji oznacza koniec finansowania amerykańskiego długu, a zatem duży problem dla Waszyngtonu. Z drugiej strony skala zjawiska pokazuje, jak godnym zaufania dla Chińczyków jest amerykański papier wartościowy. Być może to dlatego prawie połowa chińskich miliarderów wybiera emigrację do USA jako miejsca najlepszego do życia.

Tylko dlatego, że chiński rząd może przemieścić wioskę i wybudować w jej miejsce drogę bez jednego głosu krytyki nie znaczy, że wolny rynek w tym kraju króluje – uważa Ian Bremmer, dziennikarz Reutersa[5]. Twierdzi on, że chińska wersja kapitalizmu służy jedynie władzy i utrzymaniu przywództwa partii komunistycznej a nie społeczeństwu. To kapitalizm państwowy, realizowany przez państwo  dla dobra państwa, gdzie państwo jest nadrzędnym ekonomicznym aktorem – uważa Bremmer. Jego zdaniem największym problemem chińskiego kapitalizmu jest jego nieprzewidywalność wynikająca z faktu, że w każdej chwili rząd może zaburzyć rynkowe mechanizmy i podporządkować działalność rynkową swoim interesom. Jego zdaniem państwowy kapitalizm jest jedynie namiastką kapitalizmu oryginalnego i w ostatecznym rozrachunku nie może zwyciężyć w rywalizacji z nim. Jeśli w rzeczywistości tak jest, to Chiny faktycznie mają problem.

Należy zatem uznać, że chińska reforma jest potrzebna światu. Powstaje jednak pytanie, czy Partia Komunistyczna jest gotowa na takie wolnościowe zmiany? Czy Komuniści nie boją się dalszego otwarcia na Zachód, jakie nieuchronnie byłoby z nimi związane? A może reforma powinna się odbyć bez ich udziału?

 


[1] http://www.ft.com/intl/cms/s/0/d7aed59e-a973-11e1-9772-00144feabdc0.html

[2] http://online.wsj.com/article/SB20001424052702303807404577433990037050360.html

[3] http://www.heritage.org/research/reports/2012/05/china-s-excess-liquidity-what-it-means-for-the-us

[4] http://www.heritage.org/research/commentary/2012/03/us-debt-and-china-derek-scissors

[5] http://blogs.reuters.com/ian-bremmer/2012/03/21/chinese-capitalism-is-just-another-knockoff/

 


Start Wojciech Jakóbik, "Chiny mają za dużo pieniędzy a od przybytku głowa jednak czasem boli"